Prof. Włodzimierz Bernacki O naprawę rzeczypospolitej

Włodzimierz Bernacki
politolog, Uniwersytet Jagielloński

Dziękuję za tak ogromny kredyt zaufania, jakim obdarzyliście mnie Państwo podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Chcę być z Państwem w stałym kontakcie, dlatego proszę śmiało pisać i dzwonić do moich biur poselskich, abym mógł podejmować interwencje.

Newsletter:

Dopisz się do newslettera

Człowiek bez wyrazu – czyli tyrania sondaży

01-01-1970

Człowiek bez wyrazu – czyli tyrania sondaży

Kiedy spoglądamy na wyniki sondaży wyborczych zadziwia nas niesamowita stabilność pozycji jaką zajmuje partia rządząca. Tym bardziej zastanawiającym jest to, że partia ta w ciągu ostatnich czterech lat praktycznie nic nie uczyniła dla realizacji swych wyborczych obietnic (z 2007 r.). Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego PO cieszy się niesłabnącą popularnością?

W mojej opinii dzieje się tak dlatego, bowiem znaczna część społeczeństwa polskiego to obywatele in statu nascendi – ludzie bez twarzy. Podkreślmy, zjawisko to występuje w takiej samej mierze wśród wyborców jak i wśród polityków.

Propozycję rezygnacji przez polityka z budowania jednoznacznego wizerunku złożył w szesnastym wieku Machiavelli, to wedle niego polityk miał być zarazem lwem i lisem. Miał zadbać o stałe kreowanie wizerunku. To on zwrócił uwagę, jak niewielka granica leży pomiędzy władcą rozrzutnym a hojnym, chciwym a zapobiegliwym – tak niewielka, że to władca dzięki posiadanym środkom perswazji może objaśnić, że jest i hojnym, i zapobiegliwym. Z punktu widzenia władzy nie jest ważne, jakim jest władca, lecz jakim widzą go rządzeni.  Nie chodzi zatem o to aby przywdziać jedną szatę, jedną maskę. Nie. Wedle tej metody sięgając po władzę trzeba oswoić się z koniecznością ciągłej zmiany. Tak jak nie wolno przywiązywać się do wartości, tak nie wolno przywiązywać się do ludzi. Z tej perspektywy zupełnie zrozumiałym staje się, że unieważnienie umów, jakie obywatele RP zawarli z OFE są dobrodziejstwem ze strony rządu Tuska, a nie haniebnym naruszeniem świętej zasady pacta sunt servanda(nienaruszalności zawartych umów); podwyżka VAT to ochrona portfeli obywateli, etc. Ludzie władzy unikają prezentowania wyrazistych programów politycznych, tym bardziej  swych systemów wartości. Bezideowość polityka (władzy) staje się cnotą. Przykładem tego jest choćby PSL, partia bez skrupułów, koalicjant zarówno postkomunistów z SLD jak i liberałów z PO. Któż nie pamięta sławnego hasła ukutego przez Wałęsę Jestem za, a nawet przeciw.

O ile zasada ta zadomowiła się wśród rządzących już w wieku XVI to wśród rządzonych w pełni zadomowiła się  dopiero w wieku XX, czyli wtedy, gdy w Europie zatryumfowała demokracja  wspierająca się na powszechnym prawie wyborczym oraz powszechnym obowiązku edukacyjnym. Te dwa wymiary modernizacji są ze sobą związane w sposób nierozerwalny. Szkoła od dawien dawna pełniła i pełni bardzo ważną rolę w kreowaniu postaw prospołecznych. O ile jednak w czasach choćby II Rzeczpospolitej znaczącą rolę w procesie edukacji odgrywał autorytet, afirmujący określony system wartości, o tyle współcześnie takowego autorytetu po prostu brak. Dawna szkoła dbała o to, aby wyposażyć młodego człowieka w określony system wartości , który w dorosłym, niezależnym życiu miał pełnić rolę żyrokompasu, to jest instrumentu zawsze i w każdej okoliczności pokazującego właściwy kierunek. Żyrokompasu pozwalającego dokonywać właściwych wyborów życiowych. Rodzic posyłając swe dziecko do szkoły był przekonany, że autorytetem jego dziecka będzie dobrze wykształcony nauczyciel, wzorem do naśladowania jeden w wielu „wzorców”  z bogatej skarbnicy tradycji narodowych. Rodzic mógł żywić przekonanie, że oceny znajdujące się na świadectwie odzwierciedlają poziom wiedzy jego latorośli.

Ostatnie dziesięciolecie przyniosło  w tej materii w Polsce zdecydowaną zmianę. Różnica wyraża się w dwóch niejako punktach. Po pierwsze – kształcenie w naszym kraju zyskało zupełnie nowy wymiar. Szkoła w coraz mniejszym stopniu zabiega  o to, aby wyposażyć ucznia w wiedzę w ogóle. Celem samym w sobie jest kształcenie w zakresie umiejętności rozwiązywania testów egzaminacyjnych. Egzaminowany uczeń musi odczytać intencje układającego test, jego sposób myślenia, „wstrzelić się” w tak zwany klucz (odpowiedzi). Z tego też względu ocena z polskiego u licealisty świadczy raczej o umiejętności wypełniania formularzy niźli o znajomości literatury polskiej. Co więcej, wiedza przekraczająca ramy programu  jest znaczącym i to negatywnym obciążeniem. Każdy, kto wykroczy poza „ramy” zostaje „ukarany” niższą oceną. Odmienność, oryginalność jest cechą niepożądaną.

Współczesny polski rodzic będzie się w swym nadzorze rodzicielskim koncentrował przede wszystkim na ocenie odzwierciedlającej „sprawność testową”, od niej wszak zależy przyszłość dziecka (gimnazjum, liceum, szkoła wyższa).          Współczesna szkoła całkowicie zrezygnowała z autorytetu. Za sprawą poprawności politycznej nauczyciel zmuszony jest do rezygnacji  z promowania autorytetów; za sprawą działań administracyjno politycznych sam został pozbawiony autorytetu. Z kolei poprawność polityczna pozbawiła szkoły prawa do krzewienia jednego, określonego systemu wartości. Uczeń liceum katolickiego „odkrywa”, że większość jego  koleżanek i kolegów z klasy, opowiada się za legalizacją związków homoseksualnych oraz za prawem tychże do adopcji. Dziś rodzic będzie zabiegał o dobre samopoczucie swej pociechy, o nabycie przez nią przede wszystkim umiejętności dostosowywania się do stale zmieniającej się rzeczywistości. Z tego względu uczyni bardzo wiele, aby dziecko ubierało się jak inni, słuchało muzyki takiej jak inni, miało komputer jak inni, grało w te same gry jak inni, brało udział w życiu towarzyskim jak inni, oglądało programy telewizyjne jak inni. Krótko mówiąc, aby nie odstawało od innych. Aby było skłonne zmieniać swe upodobania, aby nie było konserwatywne, ortodoksyjne i konsekwentne w poglądach. Autorytety? Dziś Doda, jutro Shakira, pojutrze Nergal.  Współczesnego rodzica bardziej interesuje  samopoczucie dziecka niż jego postępy w nauce.

Dawniej mówiono i pisano o świadectwie dojrzałości łącząc je z faktem posiadania odpowiednich dla owej dojrzałości predyspozycji, ukształtowanej postawy i sylwetki obywatelskiej. Dojrzały, czyli mogący samodzielnie podejmować decyzje.

Współcześnie świadectwo jest raczej „papierem” potwierdzającym posiadanie umiejętności odnajdywania się. Młody człowiek jest rodzajem stwora przypominającego nietoperza – nie ryzykuje „lotu” w nowym środowisku bez zbadania poglądów, jakie w nim występują. Dzięki temu, tak jak dawniej szkolnej klasie, tak teraz w „dorosłym” życiu można odnaleźć się w wśród większości. Codzienny trening czyni mistrza. Młody człowiek za sprawą szkoły i zatroskanych o jego dobre samopoczucie rodziców staje się klasycznym kameleonem.

Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym przemysł „produkowania” człowieka bez wyrazu (człowieka z gliny) jest nasza przeszłość. Lata komunizmu upowszechniły bowiem zjawisko podwójnego myślenia. To za jego sprawą mieszkańcy ziem polskich zmuszeni byli, aby w sferze publicznej wygłaszać poglądy zgodne z obowiązującą „prawdą” zadekretowaną przez partię rządzącą. (Wypowiadania opinii odmiennych mogło ściągnąć na „mówcę” różnego rodzaju kary.) Każdy obok poglądów oficjalnych, posiadał jednakże poglądy prywatne, z którymi mógł podzielić się z najbliższymi, z osobami obdarzanymi najwyższym zaufaniem. Tamten zły czas upowszechnił wśród Polaków zgubne przekonanie o dwóch prawdach, tej prywatnej, łączonej z prawdą obiektywną i prawdy „oficjalnej”, mającej wymiar czysto utylitarny.  Na szczęście wraz z upadkiem komunizmu policja polityczna w dawnym swym totalitarnym kształcie odeszła do lamusa.

Współczesność zafundowała  nam nowego strażnika. Tym strażnikiem zostały sondaże. To one w pierwszej dekadzie stały się instrumentem opresji skierowanym przeciwko obywatelowi. Stały się ważnym instrumentem oddziaływania na obywateli i na władzę.

W epoce, nazwijmy ją przed-sondażową, obywatele za punkt odniesienia dla swych poglądów czynili innych uczestników życia politycznego, znanych osobiście lub też za sprawą lektury ich tekstów. Jedynym miarodajnym źródłem wiedzy o poglądach całej społeczności – wszystkich znanych i nieznanych współobywateli były wybory. To za ich sprawą pojedynczy obywatel mógł korygować swe stanowisko polityczne. Klęska, sukces decydował o decyzjach pojedynczego obywatela. Współcześnie, w świecie sondaży przeprowadzanych właściwie każdego dnia i na każdy temat, człowiek jest informowany przez media o poglądach innych Polaków. Czy aby na pewno?

Przeciętny śmiertelnik jest przede wszystkim informowany o tym, jakimi są jego poglądy, jakim jest jego życie. Każdego dnia mamy szanse zobaczyć, w jak licznej grupie społecznej się mieścimy. Czy z naszym systemem wartości stanowimy mniejszość czy większość społeczeństwa?  Po latach edukacji we współczesnej szkole, gdzie sukces mierzony jest  umiejętnością dostosowywania się, na sondaże zaczynamy spoglądać jak na swego rodzaju drogowskaz. Jaką drogę wybrać? Tę trudną, najeżoną szykanami, którą podąża niewielka grupa ludzi? Czy tę radosną, którą podąża zdecydowana większość?  Gdzie wyjechać na wakacje? Na jaką partię głosować? Na wszystkie te pytania odpowiadają nam sondaże. Każdy z nas bezwiednie kieruje się ku drodze przemierzanej przez wesołków, cieszących się przede wszystkim z faktu bycia w większości. To właśnie dzięki publikacji wyników możemy rankiem, przed wyjściem do szkoły, pracy założyć właściwą maskę, odpow iednią dla dominujących w danym momencie poglądów. Dzisiejsze poranne przywdziewanie maski warto skonfrontować z niegdysiejszym obmyciem twarzy.

Współczesne społeczeństwo i państwo, pozbawione policji politycznej, w sposób wyjątkowo perfekcyjny jest w stanie wykreować  prawdę upowszechnioną, mającą charakter prawdy dominującej. A przez jej wykreowanie doprowadzenie do sytuacji, w której owa „prawda” (opinia)  staje się tyranem. Ten rodzaj tyranii jest o wiele bardziej obezwładniający od tyranii znanej z historii.

Powiedzieliśmy, że sondaże oddziaływają na instytucję władzy. Owszem, tak, lecz pamiętajmy, władza, w przeciwieństwie do pojedynczego obywatela, posiada instrumenty powalające nie tylko sprawdzać, ale i kreować opinie, w tym szczególnie opinie o sobie samej. To w tym należy upatrywać przyczyny, dla których Platforma cieszy się niesłabnącym poparciem – poparciem wynikającym z faktu obawy przed przyłączeniem się do mniejszości, z lęku przed zdjęciem maski i ujawnieniem swego prawdziwego oblicza.

Czy nas, Polaków, stać na to, aby porzucić codzienny rytuał przywdziewania maski większości?  W mojej opinii przede wszystkim nie stać nas, aby trwać w tym koszmarnym rytuale. Lecz czy pod maską jest jeszcze jakakolwiek twarz?

Tekst opublikowany w „Gazecie Polskiej”