Prof. Włodzimierz Bernacki O naprawę rzeczypospolitej

Włodzimierz Bernacki
politolog, Uniwersytet Jagielloński

Dziękuję za tak ogromny kredyt zaufania, jakim obdarzyliście mnie Państwo podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Chcę być z Państwem w stałym kontakcie, dlatego proszę śmiało pisać i dzwonić do moich biur poselskich, abym mógł podejmować interwencje.

Newsletter:

Dopisz się do newslettera

Postęp na cmentarzysku

22-01-2014

Postęp na cmentarzysku

            Historia współczesna kończy się - tak brzmi jedno z pierwszych zdań rozpoczynających najbardziej znaną w Polsce książkę Mikołaja Bierdiajewa pod tytułem „Nowe Średniowiecze”. Praca ta, pisana przez chrześcijanina i to głęboko wierzącego, miała w zamiarach autora spełnić rolę przestrogi dla Europejczyków w związku ze zbliżającym się schyłkiem pewnej epoki określanej przez Bierdiajewa mianem „renesansu”.

            Wbrew rozpowszechnionemu poglądowi, wiążącemu kres „renesansu” z pojawieniem się Baroku (koniec XVI w.), rosyjski filozof wskazywał na ciągłość tejże epoki aż po wiek XX. Renesans, wedle niego, to okres zapoczątkowany odkryciem i przetworzeniem przez chrześcijan antycznej kultury pogańskiej. Mimo wspaniałości dokonań tej epoki, już od wieku XVI dały się zauważyć objawy degrengolady kulturowej ludzkości, które w wieku XIX i XX doprowadzić musiały do upadku cywilizacji w jej dotychczasowym kształcie.

Człowiek wczoraj i dziś

            Tezą zasadniczą, jaką stawia Bierdiajew, jest uznanie faktu, iż człowiek, podobnie jak cała ludzkość może „prawidłowo” funkcjonować tylko wtedy, gdy dostrzega poza sobą istnienie innych bytów, a co możliwym jest tylko w sytuacji, gdy uzna istnienie Boga jako Stwórcy i Prawodawcy. Wszelkie próby odrzucenia Boga muszą zakończyć się fatalnie tak, dla pojedynczej osoby ludzkiej, jak i całych zbiorowości społecznych.

            Proces odstępstwa od religii zapoczątkowany reformacją, nasilił się szczególnie w wyniku oświecenia, a spotęgował się w wieku XIX. Jego bezpośrednim efektem było stale rosnące poczucie osamotnienia człowieka w świecie przyrody i świecie społecznym. Nie mogąc oczekiwać wsparcia od Najwyższego, człowiek zmuszony jest tworzyć nieudolnie wspólnoty duchowe, budować fałszywe kościoły. [46] Nie dostrzegając możliwości realizowania się poprzez oparcie na opoce dawnego Kościoła, człowiek koncentruje się na materialności, na przedmiotowości, łudząc się mitem pana przyrody. W mniemaniu Bierdiajewa nic bardziej błędnego, bowiem w wymiarze historycznym, to właśnie po przez taką postawę, człowiek staje się niewolnikiem. Wszystko, co wydaje się człowiekowi wyzwoleniem, odkryciem indywidualności i energii twórczej, jest w gruncie rzeczy, ujarzmieniem jego istoty duchowej przez wir sił naturalnych. [47]   Proces uzależnienia człowieka od materialności świata pogłębiony został, choć zabrzmi to paradoksalnie, od upowszechnienia się w cywilizacji europejskiej maszyny. O ile do tego czasu człowiek traktował siebie jako tylko cząstkę wielkiego organizmu przyrodniczego, o tyle od momentu technicyzacji został zepchnięty do roli niewielkiego trybiku w wielkiej światowej maszynerii. Hierarchiczna struktura organiczna została zastąpiona przez centralnie sterowaną maszynę.

 

 

Indywidualizm     Europejczycy    traktowali   dzieje   najnowsze   (historię nowożytną),  jako nieustanny proces wyzwalania się człowieka z okowów  narzuconych  mu  przez  tradycyjny  ustrój gospodarczy i polityczny.   Trwałym   (ciągłym)  zjawiskiem  było  dążenie  do zerwania,  wydawać się mogło, archaicznych   struktur  krępujących człowieka nie tylko w wymiarze państwowym, lecz przede wszystkim społecznym.  Na sztandarach postępowców znalazło się  hasło  wolności.  Jednakże zaniedbano kwestię podstawową - jaką  miał  być cel owej wolności. Jak podkreślał Bierdiajew nie można  wyzwolić człowieka w imię swobody człowieka, nie może być sam   człowiek  celem  człowieka.  W  ten  sposób  opieramy  się całkowicie  na  próżni.  Człowiek  zostaje  pozbawiony wszelkiej treści,  nie ma ku czemu dążyć.[104] Wolność tak rozumiana jest tylko wolnością formalną, nie wypełnioną jakąkolwiek treścią.

     Indywidualizm   znajdujący   oparcie   w   systemie   prawa (gwarancjach  wolności) nie znajdzie rzeczywistej swej afirmacji w  sferze  wielkich dokonań jednostkowych. Jak uważał Bierdiajew paradoksalnym  jest,  iż  wieki: XIX  i XX, będące czasem realnego funkcjonowania  systemów  liberalnych,  nie  przyniosły jednostek wybitnych   na   miarę   wieków   wcześniejszych. Wedle  niego indywidualizm, stwarzając pustkę   aksjologiczną,   zamiast przyczyniać się do rozwoju osobowości twórczych, prowadzi do ich dezintegracji - wiedzie w linii prostej  do skarłowacenia indywidualności.

     Prostą konsekwencją upowszechnienia się indywidualizmu jest rozkład  naturalnych  struktur  społecznych.  Człowiek żyjąc bez Boga, uznając siebie za promotora wszelkich swych działań, równie chętnie  odrzucił pęta narzucone mu przez tradycyjne (naturalne) wspólnoty,  a  w  tym, o zgrozo, przez rodzinę. Dopełnieniem tak bezideowego  był  zwieńczający go  system  ustrojowy, strzegący równości wobec prawa i zaprowadzający porządek równości wśród indywiduów.

 

 

Bezideowość demokracji

     Demokracja  była dla Bierdiajewa jedynie formą, narzędziem, którym  przyszło  posługiwać  się politykom XIX i XX wieku. Sama przez się, mając jedynie charakter formalny, nie mogła zawierać w sobie jakichkolwiek treści.

     Dla  demokracji  obcymi są pojęcia prawdy i fałszu, dobra i zła. Ustrój ten pojawił się w momencie, gdy w biegu historii społeczności zatraciły zdolność akceptacji dla jednej prawdy o charakterze transcendentnym (zewnętrznym-boskim). Zatomizowane społeczeństwa, aby nie ulec całkowitemu rozkładowi, musiały zaakceptować jedyną możliwą drogę docierania do prawdy – głosowanie. Kto zdobędzie większość głosów  ten jest głosicielem prawdy, tego działania stają się słusznymi i sprawiedliwymi. Wola większości, oto jedyny drogowskaz postępowania dla rządzących i rządzonych. Tak naiwny optymizm tkwiący u podstaw demokracji był, wg Bierdiajewa, efektem głęboko zakorzenionego przekonania, odrzucającego możliwość błądzenia przez większość. Zwolennik demokracji, to zazwyczaj człowiek nie przypuszczający nawet, by wola narodu mogła skierować się ku złemu, że większość może bronić nieprawdy i fałszu, a prawda może stać się udziałem niewielkiej mniejszości. [211]

            Demokracja, jako zbiór procedur, bo tak pojmował ja rosyjski filozof, z natury rzeczy musi skłaniać uczestników procesów sprawowania władzy do skoncentrowania się na sprawach bieżących. Czy zatem realnością stać się może nawiązywanie do doświadczeń minionych pokoleń? W tej kwestii Bierdiajew udziela jednoznacznie negatywnej odpowiedzi. Otóż, gdy celem w samym sobie jest człowiek teraźniejszy, to tym samym realizacja jego interesów oraz pokolenia, w którym przyszło mu się urodzić, nie może być krępowana przez jakiekolwiek więzy. Ani te „narzucane” przez przeszłość (tradycję), ani tym bardziej te, które mogłyby się pojawić, gdyby przyjęto ciężar odpowiedzialność za przyszłość. Demokracja to rozłam między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, negacja wieczności, to trwanie zatomizowanego, bezideowego społeczeństwa w pozornie trwałym porządku ustrojowym. Jednostki ludzkie, tęskniąc za poczuciem bezpieczeństwa jakie daje poczucie więzi grupowej, błyskawicznie zareagowały swym poparciem dla koncepcji politycznych propagujących bądź to więź narodową, bądź to klasową. Tak „pogański” nacjonalizm, jak i „religijny” socjalizm nieuchronnie musiały wypełnić pustkę zrodzoną przez indywidualizm i demokrację liberalną.

 

Religijność socjalizmu

Bolszewizm zrodzony został przez bezideowość demokracji – wypełnił naznaczone przez nią formalne ramy treścią. Doktryna bolszewizmu jako jedna z niewielu z całą stanowczością głosiła, iż jest jedyną głosicielką prawdy, posiadała fanatycznie jej oddane zaplecze ludzkie i, co najważniejsze, w przeciwieństwie do innych nurtów politycznych, odrzucała jakikolwiek kompromis. Sceną walki politycznej przestał być parlament, a stała się nią ulica.

Marksizm, a potem bolszewizm odrzuciły tezę, wedle której prosta większość demokratyczna jest w stanie osiągnąć prawdę. Dla nurtów wyrosłych na gruncie marksowskim charakterystyczny jest mesjanizm, lecz nie uniwersalistyczny lub narodowy. Mesjanizmem, który doprowadził do najkrwawszej rewolucji w dziejach ludzkości był mesjanizm klasowy. Jak z patosem zaprawionym ironią pisał Bierdiajew proletariat to nowy Izrael; wszystkie właściwości wybranego narodu Bożego przenoszą się na tę mesjanistyczną klasę. [219] Nie oznaczało to bynajmniej, aby wszak „prosty” przecież proletariat wziął w swe ręce pełnię władzy.

Tak jak każdy ruch religijny, bolszewizm postarał się o wydzielenie kasty kapłanów posiadających szczególną wiedzę i predyspozycje. Funkcja, jaką mieli spełnić po zwycięstwie rewolucji, poległa na strzeżeniu ortodoksji rewolucyjnej, a przede wszystkim sprawowaniu władzy dla i w imieniu klasy-mesjasza. Co zaś do roli proletariatu, to jak zauważył Bierdiajew, jego aktywna rola kończy się wraz z wyniesieniem do władzy liderów-kapłanów. Rewolucja znosi demokrację nie tylko dlatego, aby uniemożliwić swobodę wypowiedzi dla wrogów klasowych (burżujów, feudałów i kapitalistów), lecz przede wszystkim dlatego, że prawo wypowiadania się w kwestiach zasadniczych dla nowego państwa przysługuje jedynie tylko jej części klasy-mesjasza – zaledwie do robotników obdarzonych socjalistyczną wolą, i nie tylko socjalistyczną, lecz prawdziwie socjalistyczną tzn. bolszewicką. [222]

            Bolszewizm w przeciwieństwie do demokracji, aby istnieć, musi znieść swobodę wypowiedzi i stowarzyszania się, koniecznie odrzucić zasadę tolerancji wobec wrogów politycznych (klasowych) i to zarówno tych świadomych, jak i nie świadomych, urodzonych jedynie we wrogich wobec proletariatu klasach. U podstaw istnienia państwa socjalistycznego leży usprawiedliwienie dyktatury i despotyczna władza mniejszości. Bierdiajew, przestrzegając przed socjalizmem, podkreślał ambicje władców tego systemu, zdążające do podporządkowania człowieka nie tylko dyscyplinie ustrojowej w wymiarze zewnętrznym, ale przede wszystkim w wymiarze wewnętrznym. Państwo socjalistyczne chce  wytresować, zmechanizować dusze, wymusztrować je do tego stopnia, żeby poczuły się dobrze w socjalistycznym mrowisku, polubiły koszarowe życie i wyrzekły się wolności ducha. [227]

 

            Jutro ludzkości

            Bierdiajew pisząc o kryzysie szeroko rozumianej kultury, w tym kultury politycznej nie czynił tego dla zastraszenia swego pokolenia. Jego głównym przesłaniem było przyczynić się do objaśnienia dotychczasowego biegu dziejów oraz wykazanie, że jedyną szansą  odrodzenia się ludzkości - jest powrót do powszechnej akceptacji pojęć fundamentalnych takich jak: prawda, dobro i piękno. Był głęboko przekonany, że może się to dokonać, lecz tylko poprzez zespolenie człowieka z Bogiem.

            Czy jest inny wybór?    Wedle Bierdiajewa – nie ma.

 

 

Nikołaj Aleksandrowicz Bierdiajew (1874-1948) - rosyjski filozof zaliczany   do  nurtu  egzystencjalizmu  religijnego,  początkowo związany  z  tak  zwanym  "legalnym  marksizmem",  po  rewolucji bolszewickiej wykładał min. na Uniwersytecie Moskiewskim; w 1922 r. zmuszony  do emigracji wyjechał do Francji. Opublikował m.in.: Filozofię  wolności  (1911);  Nowe  Średniowiecze  (1924);  Ideę rosyjską (1946).