Prof. Włodzimierz Bernacki O naprawę rzeczypospolitej

Włodzimierz Bernacki
politolog, Uniwersytet Jagielloński

Dziękuję za tak ogromny kredyt zaufania, jakim obdarzyliście mnie Państwo podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Chcę być z Państwem w stałym kontakcie, dlatego proszę śmiało pisać i dzwonić do moich biur poselskich, abym mógł podejmować interwencje.

Newsletter:

Dopisz się do newslettera

Państwo komunistyczne wobec Kościoła katolickiego

19-12-2013

 Państwo komunistyczne wobec Kościoła katolickiego
 Perspektywa doktrynalna
 
 
 
            Polacy należeli do grona tych narodów, które najwcześniej i bezpośrednio doświadczyły skutków sowietyzacji (w okresie wrzesień 1939 – czerwiec 1941). Znaczna część zbrojnego podziemia, które w okresie drugiej wojny światowej walczyło z niemieckim okupantem, po roku 1945 podjęło walkę z władzami komunistycznymi. Podkreślenia wymaga fakt, iż ze  zbrojnym podziemiem podjęli walkę nie tylko komuniści polscy skupieni w PKWN-enie (powołanym i całkowicie zależnym od Moskwy), ale  również i wojska sowieckie, stacjonujące na ziemiach polskich aż do lat dziewięćdziesiątych. To właśnie administracja wojskowa organizowała wywózkę polskich patriotów w okresie 1945-1946 w głąb Rosji Sowieckiej. Bezprzykładnym wyrazem tej polityki było wywiezienie do Moskwy przywódców polskiego podziemia oraz zorganizowanie tam ,,Procesu Szesnastu”. 2 września 1945 roku powstał Ruch Oporu bez Walki i Dywersji Wolności i Niezawisłości (WiN). Pierwotnym celem organizacji było podejmowanie działań zmierzających do zaprowadzenia na terytorium Polski ustroju w pełni demokratycznego, gwarantującego prawa oraz wolności obywatelskie. W sytuacji wypowiedzenia przez komunistów otwartej wojny wszystkim ,,przeciwnikom nowego ustroju”, WiN podjął działania o charakterze militarnym. W 1946 roku doszło do aresztowania pierwszego zarządu WiN, co w niewielkim tylko stopniu przyczyniło się do osłabienia ruchu antykomunistycznego. Komuniści, oprócz działań wymierzonych przeciwko strukturom podziemnym, zdecydowali się na powołania w ramach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego komórek, których celem było dokonywanie mordu politycznego na wcześniej wytypowanych działaczach legalnie istniejących partii politycznych, a szczególnie Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Stronnictwa Pracy. W okresie 1946-1948 w wielu rejonach mieliśmy do czynienia z aktywną działalnością zbrojnego podziemia antykomunistycznego. W tym okresie sądy wojskowe skazały prawomocnymi wyrokami około 23 tysiące osób, w 676 przypadkach ogłoszono najwyższy wymiar kary.
              Obok organizacji o charakterze politycznym (partie polityczne) oraz struktur militarnych (oddziały zbrojnego podziemia) istotną rolę w walce z antydemokratycznym reżimem odegrał Kościół katolicki. 
Tak jak w okresie drugiej wojny światowej Kościół był wsparciem dla walczących z III Rzeszą, tak również i po jej zakończeniu, w sytuacji objęcia władzy przez reżim komunistyczny, wielu przedstawicieli Kościoła poparło walkę przeciwko nowemu porządkowi politycznemu.  
                Przejawem tej polityki były z jednej strony aresztowania dostojników, na przykład: aresztowanie bpa Kaczmarka, internowanie ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, z drugiej  zaś długofalowa polityka polegająca na propagowaniu światopoglądu ateistycznego poprzez ograniczenia w katechizacji młodego pokolenia (katecheza poza szkołą), ograniczenia zatrudnienia i awansu dla ludzi przyczyniających się do wykonywania praktyk religijnych.
Tyle fakty. O nich zapewne będzie mowa w pozostałych wystąpieniach (tekstach), natomiast celem, jaki stawiam w niniejszym wystąpieniu, jest zobrazowanie stosunku państwa komunistycznego do religii i Kościoła w jego wymiarze doktrynalnym (ideologicznym). 
 
Prezentując stanowisko oficjalnej doktryny państwowej marksizmu–leninizmu  wobec Kościoła należy uwzględnić w nim co najmniej dwie sfery, w których doktryna bardzo precyzyjnie określała swe stanowisko. Po pierwsze – stosunek do religii w ogóle, po drugie – do instytucji Kościoła. 
Na wstępie należy też zaznaczyć, że przez kilkadziesiąt lat istnienia na ziemiach polskich państwa komunistycznego, władze tego państwa wobec Kościoła katolickiego realizowały politykę zmierzającą do jego wyeliminowania nie tylko z przestrzeni publicznej, ale i z życia pojedynczych ludzi. Polityka ta była prowadzona w sposób metodyczny i skrupulatny. A jej konsekwencja znajdowała się w mojej opinii w fundamentach ideologicznych.  
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                           
Socjalizm, jako doktryna polityczna, posiada cechę (chrześcijanin powiedziałby skazę), o której często dzisiaj zapominamy, a którą był antyklerykalizm częstokroć ufundowany na ateizmie.
Pojawienie się socjalizmu było zbieżne wraz z nasilaniem się zjawiska ostrej krytyki religii i kościołów funkcjonujących na terenie ówczesnej osiemnastowiecznej Europy. Zdecydowany wrogi stosunek do kościołów i religii chrześcijańskiej nie generował bynajmniej odrzucenia religii w ogóle. Już w filozofii oświeceniowej pojawiły się propozycje i postulaty powołania do życia zupełnie nowych kościołów, których celem miało być szerzenie nowych religii. Dla socjalizmu szczególnie inspirującymi były propozycje Jana Jakuba Rousseau wcielane w życie przez rewolucjonistów francuskich. Tą nową religią miała być religia uznająca istnienie „Najwyższego Rozumu”. Owa religia miała być religią obywatelską, pełniącą nader funkcjonalną rolę dla budowanego „nowego społeczeństwa”. Socjalizm, traktując siebie jako „wiedzę” o charakterze uniwersalistycznym, musiał niejako upatrywać wroga tam, gdzie uniwersalizm przejawiał się w sposób najpełniejszy, to jest w religii chrześcijańskiej, a zwłaszcza w katolicyzmie. 
W opinii Saint-Simona katolicyzm był herezją - podobnie jak i protestantyzm. Dążył do powołania „nowego chrześcijaństwa”; to, co za jego życia było jedynie wyrazem prywatnych ambicji, stało się faktem w roku 1828, kiedy jego uczniowie zainspirowani przez swego dawnego lidera powołali do życia sektę; na czele stanęło dwóch „pontyfikatów”: Enfantin oraz Bazard. Powołanie „kościoła” było wedle nich koniecznością, bowiem odwoływanie się wyłącznie do rozumu było niewystarczające; aby dotrzeć do ogółu należało wesprzeć się na wierze. 
Pojawienie się socjalizmu marksistowskiego, bazującego na refleksji lewicy heglowskiej, wprowadziło najbardziej radykalne ujęcie zjawiska religii. Dla Marksa i jego następców religia była jedną z form zmistyfikowanej świadomości, pozwalającej klasie panującej (ówcześnie kapitalistycznej, a wcześniej feudałom i właścicielom niewolników) na sprawniejsze wykonywanie władzy. 
Kreując bóstwa lub Boga na swoje podobieństwo człowiek pozbawiał siebie samego cech, które traciły ludzki wymiar i nabierały innego charakteru. Będąc wytworem swego czasu (panujących stosunków społecznych), oddając cześć Bogu, człowiek zyskiwał fałszywą świadomość, nie pozwalającą mu spojrzeć na siebie jako na byt dążący do przekraczania samego siebie w ciągłym procesie samodoskonalenia. Dla Marksa religia była opium dla ludu, pozwalającym łatwiej znosić dolegliwości życia codziennego; opium, którego działanie opierało się na ukazaniu życia człowieka jako jedynie pewnego, „chwilowego” etapu, po zakończeniu którego jednostka ludzka osiąga pełne wyzwolenie od wszelkich niedogodności życiowych (szczęście); opium tumaniące zniewolone klasy, które ułatwia obronę przed nimi właścicielom (rządzącym). W tym wymiarze religia okazywała się być najtańszym instrumentem ugruntowującym panowanie klasowe.
O ile dla Marksa religia była opium dla ludu, o tyle dla Lenina była już tylko gorzałką. O ile Marks postulował walkę o upowszechnienie świadomości rewolucyjnej (areligijnej), o tyle jedną z pierwszych decyzji po wybuchu rewolucji bolszewickiej w  1917 r. było wydanie przez Towarzystwo Wojujących Bezbożników, którego Lenin był honorowym przewodniczącym, wyroku śmierci na głowę Kościoła katolickiego. 
Aby nie być gołosłownym, przytoczę fragment wypowiedzi Lenina najbardziej reprezentatywnej dla jego poglądów: Religia jest jedną z odmian ucisku duchowego, który wszędzie dławi masy ludowe, przytłoczone wieczną pracą na innych, biedą i osamotnieniem. Bezsilność klas wyzyskiwanych w walce z wyzyskiwaczami równie  nieuchronnie rodzi wiarę w  lepsze życie pozagrobowe, jak bezsilność dzikusa w walce z przyrodą rodzi wiarę w bogów, diabły, cuda itp.  
Materializm, stale obecny w doktrynie socjalistycznej, traktowany jako znamię jego naukowości, nie pozwalał na akceptację zjawisk nie poddających się bezpośredniemu oglądowi rozumu. Miejsce człowieka, będącego następstwem boskiego aktu stworzenia zajął człowiek, jako wytwór procesu ewolucji gatunkowej, w postaci darwinowskiej dopełnionej materializmem historycznym. I w tym miejscu warto ponownie wesprzeć się cytatem z Lenina, który jednoznacznie określał główne kierunki działań wobec religii i kościołów stwierdzając: współczesny uświadomiony robotnik [przez partię komunistyczną – przyp. W.B.], wychowany przez wielki przemysł fabryczny, oświecony życiem miejskim, odrzuca z pogardą religijne przesądy, pozostawia niebo klechom i burżuazyjnym świętoszkom, zdobywając sobie lepsze życie tu na ziemi. Współczesny proletariat staje po stronie socjalizmu, wprzęga naukę do walki z religijnym otumanieniem i uwalnia robotnika od wiary w życie pozagrobowe, włączając go do rzeczywistej walki o lepsze życie. 
Dla polskich komunistów okresu międzywojennego przedstawione powyżej  stanowisko Lenina wobec religii można uznać za wręcz „kanoniczne”. Myśl „wodza rewolucji” po 1945 musiała zostać twórczo rozwinięta poprzez dobór argumentów ułatwiających dotarcie do przeciętnego mieszkańca państwa ludu pracującego miast i wsi. 
Z pomocą władzy komunistycznej pospieszyli młodzi adepci naukowego komunizmu, zwanego też  marksizmem-leninizmem. Wśród „najinteligentniejszych”z nich  prym wiódł Leszek Kołakowski. W jednym ze swych tekstów propagujących światopogląd naukowy (marksistowski), a jednocześnie zwalczających tomizm napisał: zrozumiemy znacznie łatwiej istotny sens tomizmu, jeśli we wszystkich miejscach, gdzie mowa o powinnościach ludzkich wobec boga [oryginalna pisownia  Kołakowskiego – przyp. W.B.], słowo „bóg”  zastąpimy słowem „kościół”. Kołakowski, zachowując pogląd właściwy dla Lenina, doposażył go argumentem odwołującym się do stale obecnego w Polsce ludowego antyklerykalizmu. Zaznaczam antyklerykalizmu, a nie ateizmu. Kołakowski, odwołując się do tego pierwszego, atakując kler, chciał przygotować grunt dla dalszych kroków przeciwko religii i Kościołowi. To właśnie z tego pierwszego sformułowania wywodził następne, w którym stwierdzał: obowiązki względem kościoła jako corpus mysticum pociągają za sobą obowiązki względem kościoła jako organizacji politycznej, która stanowi poważny instrument klas posiadających, dzisiaj – instrument polityki światowego imperializmu.   Doprawdy trudno znaleźć bardziej fundamentalny argument na rzecz realizacji polityki antykościelnej ze strony państwa komunistycznego. No chyba, że zacytować można inny fragment z Kołakowskiego, w którym pisząc o Kościele ukazuje prawdziwy cel jego działalności: dąży on [Kościół przyp. W.B.] do zorganizowania mas pod swoim przewodem, do skupienia ich w szeregach wojującego wstecznictwa. Tekst, z którego pochodzą cytowane fragmenty opublikowany został  pierwotnie w roku 1953 w „Nowych Drogach” w czasopiśmie Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jeśli zatem Kołakowski pisał o Kościele jako instytucji organizującej wrogów władzy komunistycznej, to jednoznacznie legitymizował wszelkie działania organów władzy PRL-u  podejmowane przeciwko niemu. Znów warto zaznaczyć, wszelkie, to znaczy przede wszystkim skuteczne, to znaczy z zastosowaniem wszystkich metod, nawet tych najbardziej brutalnych czyli pobić oraz zabójstw. 
W innym swym tekście Kołakowski pisał: - krytyka filozofii tomistycznej jest zajęciem nad wyraz żenującym. Z tym zdaniem zapewne zgodziłby się nawet i św. Tomasz, a zapewne i współczesny nam, odmieniony Kołakowski, lecz co do powodów owego zażenowania zdanie wczesnego i późnego Kołakowskiego jest zapewne odmienne. Otóż wedle Kołakowskiego z lat pięćdziesiątych trudno polemizować z doktryną, której fundamentalne dzieła trudnią się szczegółowym omawianiem dziewięciostopniowej   hierarchii aniołów, podają wiadomości dotyczące udziału diabła w sztukach czarnoksięskich oraz informują drobiazgowo o wieku i płci zmartwychwstałych na sądzie ostatecznym i o duchach poruszających ciała niebieskie.
W czasie, gdy  prymas kardynał Stefan Wyszyński przebywał w więzieniu, Kołakowski pisał: Metafizyka i teoria tomistyczna nie są bynajmniej tylko dlatego narzędziami najskrajniejszej reakcji politycznej, że stanowią przesłanki, z których wywodzi się wprost wnioski natury politycznej i na których opiera się faszystowska teoria społeczna papieskich ideologów. Byłyby one użyteczne również wtedy, gdyby tomizm nie posiadał explicite sformułowanej doktryny politycznej, podobnie jak liczne burżuazyjne systemy są użyteczne politycznie reakcji, nie wypowiadając się bezpośrednio na polityczne tematy.
Czy marksiści tamtego czasu pisali swe teksty, jak choćby ten przed chwilą cytowany z przystawionym do skroni pistoletem? Wszak musieli zdawać sobie sprawę z represji prowadzonych wobec Kościoła. Jak się wydaje, posiadając wiedzę o terrorze stosowanym przez  ówczesne władze, świadomie wsparli ów  terror - rozumiany i uzasadniany jako sposób walki na wszystkich frontach w przeciwnikami klasowymi, jako wyraz intelektualnej legitymacji dla dyktatury proletariatu likwidującej przeżytki formacji kapitalistycznej. 
 
Walka z Kościołem to nie tylko lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Bez ryzyka posądzenia o fałsz można z całą stanowczością stwierdzić, że religia i Kościół do końca istnienia systemu komunistycznego traktowany był jako realny przeciwnik, z którym należało walczyć. Dlatego nie można było zaniedbać walki na froncie ideologicznym, nawet w latach osiemdziesiątych. W okresie schyłku komunizmu w Polsce, w latach osiemdziesiątych ciągle dyskutowano kwestię neutralności światopoglądowej państwa. W opinii większości przedstawicieli ówczesnej elity komunistycznej należało zdecydowanie odrzucić tezę o możliwości istnienia państwa, które byłoby neutralne pod względem światopoglądowym. Powracano do źródeł doktrynalnych, do tekstów przede wszystkim Karola Marksa. W tej perspektywie państwo, będąc instrumentem panowania klasowego, musiało realizować to w trzech wymiarach: gospodarczym, politycznym i kulturowym. Dla państwa kapitalistycznego charakterystycznym była bezwzględna dominacja właścicieli nad robotnikami we wszystkich trzech wymienionych wymiarach. Ten trzeci był według zwolenników Marksa realizowany dzięki religii i kościołom. Z tego też względu marksiści polscy w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku  stawiali pytanie o to, czy państwo socjalistyczne może tolerować istnienie instytucji właściwej dla poprzedniej formacji, instytucji będącej reliktem poprzedniej epoki (kapitalistycznej)? Jeśli spojrzymy na realia polityczne czasów budowy w Polsce socjalizmu, dostrzeżemy bezwzględną walkę ze wszystkimi organizacjami mającymi na swych sztandarach wartości i symbole właściwe dla tradycji polskiej.  Czy zatem polscy doktrynerzy mogli zaakceptować obecność Kościoła? Oczywiście odpowiedź mogła być tylko jedna. Nie. Państwo socjalistyczne, realizując właściwe dla siebie funkcje, musiało rozciągnąć swe panowanie również w sferze kulturowej, ale aby to uczynić, musiało z tej sfery usunąć po pierwsze religię, jako system światopoglądowy oraz Kościół, jako instytucję będącą jego nośnikiem. Należy przypomnieć w tym miejscu o tym, że marksistowsko pojmowane   usunięcie religii i Kościoła nie może być rozumiane jako usunięcie religii z przestrzeni publicznej i utożsamiane z postulatami współczesnych polityków. 
W ujęciu marksistów owo usunięcie  realizowane było w kilku wymiarach. Po pierwsze, w latach osiemdziesiątych ciągle dominował pogląd o naukowości marksizmu-leninizmu i religii jako jego zaprzeczeniu.  Jeden z bardziej uznanych ówcześnie autorytetów czasu pisał: czy jest możliwe nauczanie w szkole takich przedmiotów jak historia, biologia, propedeutyka filozofii z zastosowaniem światopoglądowego uniku? Z tego też względu jednoznacznie opowiadał się za wzmocnieniem jednoznacznego stanowiska wobec religii i Kościoła. Jak stwierdzał: w płaszczyźnie światopoglądowej dla ruchu robotniczego jest nie do przyjęcia ani koncepcja synkretycznego wiązania światopoglądów, ani koncepcja koegzystencji, podsuwana nam w postaci postulatu utrwalania „pluralizmu światopoglądowego społeczeństwa” przez „światopoglądową neutralizację państwa”. Możliwa jest tylko walka aż do ostatecznego zwycięstwa.
Jak podkreślali marksiści tamtego czasu, państwo powinno było wyeliminować religię przede wszystkim dla dobra tych, którzy przez religię zostali otumanieni. Za sprawa państwa, wychowującego w duchu światopoglądu naukowego, obywatele mogli zyskać właściwy ogląd rzeczywistości, a tym samym możność osiągnięcia szczęścia. 
W tym kontekście pojawia się wyjątkowo ważne pytanie: czy państwo socjalistyczne nie potrzebowało religii jako opium lub gorzałki?  
Marksizm, jako ideologia państwa socjalistycznego, pokonując religię i jej instytucjonalną formę w postaci Kościoła  planował tak wytworzoną próżnię wypełnić Nie jest paradoksem, że socjalizm, tak negatywnie ustosunkowany do religii, poprzez swych teoretyków i działaczy tworzył system światopoglądowy, nabierający z czasem cech właściwych dla systemu, wobec którego można zaryzykować miano quasi religii. Bezbożnej religii, czyli religii bez Boga, ale religii  mającej swe święte pisma pozostawione przez proroków (Marks, Engels, Lenin), swych wyznawców skupionych w  partii komunistycznej, swych kapłanów, którzy dzięki swej wiedzy prezentowali jedynie obowiązującą wykładnię doktryny socjalistycznej.  Owi kapłani (np.: J.J.Wiatr i A.Schaf) w chwilach przełomu, po kolejnych zakrętach historii wydawali nowe edycje Dzieł Marksa i Lenina z obszernymi egzegezami. 
W mojej opinii Rajmund Aron trafnie określił marksizm mianem opium ukazując jego niszczycielskie działania wobec tak zwanych intelektualistów. Popełnił natomiast błąd  zawężając jego oddziaływanie przede wszystkim do elit.  Przypadek mieszkańców państw bloku sowieckiego pokazuje bowiem niesamowicie wielką siłę oddziaływania ateistycznego marksizmu na wszystkie warstwy społeczne. 
 
Reasumując – komuniści budując swe państwo  na fundamentach doktrynalnych marksizmu-leninizmu musieli w sposób jednoznacznie negatywny ocenić zasadność istnienia tak religii, jak i instytucji Kościoła. Władze komunistyczne w swej polityce wewnętrznej kierowały się w takiej samej mierze względami doktrynalnymi, jak i utylitarnymi. 
W okresach stabilizacji systemu, a więc w momentach, gdy przywódcy czuli się niezagrożeni, ciesząc się silną pozycją  polityczną, starali się w praktyce ustrojowej realizować wszystko to, co dyktowała im doktryna. W momentach niepewności, w sytuacji braku powszechnego wsparcia społecznego, komuniści skłonni byli do kompromisów.  
Z punktu omawianej kwestii trzeba jednakowoż przyjąć, że to stan pierwszy, a nie drugi jest właściwy dla badania stosunku państwa komunistycznego wobec religii i Kościoła.