Prof. Włodzimierz Bernacki O naprawę rzeczypospolitej

Włodzimierz Bernacki
politolog, Uniwersytet Jagielloński

Dziękuję za tak ogromny kredyt zaufania, jakim obdarzyliście mnie Państwo podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Chcę być z Państwem w stałym kontakcie, dlatego proszę śmiało pisać i dzwonić do moich biur poselskich, abym mógł podejmować interwencje.

Newsletter:

Dopisz się do newslettera

Wizje ładu międzynarodowego w polskiej myśli politycznej XV-XVIII w.

18-12-2013

 

Wizje ładu międzynarodowego w polskiej myśli politycznej XV-XVIII w.

 

 

Pojecie ładu międzynarodowego posiada wiele znaczeń. Może być ono odnoszone, owszem, do sfery stosunków politycznych, ale w takiej samej mierze może opisywać „ład” w wymiarze gospodarczym, prawnym, kulturalnym etc. Co więcej, eksperci koncentrujący się na stosunkach międzynarodowych wskazują na to, że ład międzynarodowy jest najczęściej pojmowany – bądź jako bardzo złożony system norm, wartości, bądź też jako zorganizowany system stosunków międzynarodowych lub relacji  między uczestnikami życia międzynarodowego.[1] Już w tym jednym zdaniu odnajdujemy trzy sugestie. Po pierwsze - ład międzynarodowy wsparty jest lub też powinien wspierać się na określonym systemie normatywnym; po drugie – ład międzynarodowy jest ładem „zorganizowanym”, tworzonym  przez podmioty owego ładu; po trzecie – jest po prostu „systemem” relacji występujących pomiędzy uczestnikami stosunków międzynarodowych.[2]

Pojawiają się w związku z tym kolejne pytania. Pierwsze z nich odnosi się do kwestii ontycznych. W pełni uzasadnionym pytaniem wydaje się być to, czy ład międzynarodowy jest ładem danym – istniejącym obiektywnie, na którego ukształtowanie się człowiek ma wpływ jedynie pośredni? Czy jest ładem istniejącym obiektywnie zmierzającym w określonym kierunku, a owo wypełnianie dokonuje się za sprawą działań ludzkich?  Czy podmioty składające się na ów ład podejmują działania wypływające z wolnej (niezależnej od Przyczyny Sprawczej) woli, czy też niektóre z nich mają/miały do spełnienia rolę dziejową?

            Pierwsza grupą pytań, nawet bez względu na to czy udzieliliśmy nań odpowiedzi, rodzi kolejne równie istotne, bowiem dotyczące możliwości poznawczych człowieka, a zatem dążenia człowieka do poznania i opisania relacji zachodzących w przestrzeni ponad państwowej (ponadnarodowej, ponadetnicznej). W tym punkcie rozważań warto mieć  na względzie to, że ład, porządek można traktować jako pojęcia przeciwstawne chaosowi – tęsknota za odkryciem w przestrzeni między podmiotami, w relacjach pomiędzy nimi harmonii, może być uznane jako rodzaj pokusy (przymusu wynikającego z konieczności poczynienia przez każdego człowieka założeń pozwalających odrzucić akcydentalną koincydencję), za sprawą której dostrzegamy harmonię i ład tam, gdzie owej harmonii i ładu po prostu nie ma i być nie może. Z kolei przyjecie stanowiska wedle którego możliwym i uprawnionym jest dotarcie do prawd fundamentalnych, a tym samym do odkrycia reguł pozwalających odpowiedzieć na pytanie: dlaczego dzieje się to co się dzieje, dlaczego stało się to o się stało, dlaczego stanie się to co się stać musi. Zakładając zatem istnienie ładu  oraz możliwość jego rozpoznania najczęściej odczuwamy pokusę kreślenia wizji przyszłości, która będzie uporządkowana w stopniu takim samym jak teraźniejszość, a z całą pewnością „opisaną” z takiej samej perspektywy, przy pomocy tego samego zakresu terminów, czynników, kryterium doboru cech, składowych etc. Przyjęcie takowych założeń może prowadzić ku poglądowi, wedle którego posiadając wiedzę, umiejętności, generalnie cnotę virtu, mamy dane ku temu, aby dążyć do kreowania ładu zgodnego racją stanu, dobrem narodu, dobrem w ujęciu klasowym, rasowym, etc.

            Ład międzynarodowy, choćby ze względu na to, że może być rozważany na różnych poziomach (filozoficznym, teoretycznym), że może być kategorią odnoszoną do różnorakich sfer aktywności relacji międzynarodowych i międzypaństwowych (gospodarczym, militarnym, etc), może być również kategorią, na którą można spojrzeć z perspektywy wielu pokoleń pisarzy politycznych – dodajmy pisarzy polskich.

W polskiej refleksji politycznej można dostrzec kilka wątków rozważań nad ładem międzynarodowym. Pierwszym jest, który będzie podnosił kwestię równoprawności państw, a także kwestię dotyczącą wojny sprawiedliwej- odnajdziemy w tej grupie Stanisława ze Sarbimierza, Pawła Włodokowica ale i S.Przypkowskiego. Drugi nurt wiąże się z debatą na temat wyróżnionej roli niektórych ludów a szczególnie Polaków w ochronie ładu europejskiego.  Wreszcie nurt trzeci  - przyjmujący perspektywę prowidencjalistyczną.

Równoprawność podmiotów. Wojna sprawiedliwa

Stanisław ze Skarbimierza (1360-1431), będąc pośrednio zaangażowanym w debatę toczącą się wokół konfliktu ówczesnego państwa polskiego z zakonem krzyżackim, podjął się zadania dookreślenia, czym w istocie swej jest wojna sprawiedliwa, odpowiedzi na pytanie - co powoduje że działania wojenne opierające się na brutalnej sile mogą odnaleźć moralne (religijne) uzasadnienie? Stanisław w swym wywodzie sięgnął do autorytetów nader istotnych dla ówczesnego Europejczyka; wśród cytowanych autorów odnajdziemy św. Augustyna, Gracjana,  papieża Innocentego IV, Rajmunda z Pnajfort, Wilhelma z Rennes.

            Według Stanisława wojna sprawiedliwa to taka wojna, która spełnia siedem wymienionych przezeń warunków. Po pierwsze – jeśli podejmujemy czyn wojenny z konieczności, a zatem jeśli walczymy w obronie własnej ojczyzny, chcąc odzyskać (zachować) własność (terytorium);   po drugie – ten, kto jest uczestnikiem strony prowadzącej wojnę sprawiedliwą, wszystko co zdobędzie orężnie na wrogu staje się, za zgodą dowódcy, jego własnością. Prawo łupu Stanisław przypisywał także osobom duchownym uczestniczącym w wyprawach wojennych. Po trzecie – każdy, kto wiedzie wojnę sprawiedliwą, nawet  jeśli stu ludzi zabił, nie grzeszy.[3] Zabójstwo w trakcie wojny nie jest grzesznym jeśli wynika, jak pisał Stanisław, z nieuniknionej konieczności. Jednakże w trakcie prowadzenia działań wojennych dopuszczał Stanisław stosowanie podstępu, zasadzki.  Po czwarte – tak jak użycie przemocy wobec ludzi, tak i stosowanie ognia i miecza wobec dóbr wroga nie będzie implikowało potępienia jeśli dokonywane jest z konieczności – bez uczucia nienawiści. Po piąte – każdy, kto wszczyna wojnę niesprawiedliwą, ponosi całkowitą odpowiedzialności za jej następstwa; odpowiedzialność materialną wobec toczących przeciwko nim wojnę sprawiedliwą; odpowiedzialność moralną wobec swych własnych poddanych. Po szóste – wojna sprawiedliwa toczona być może nie tylko przez chrześcijan wobec pogan, lecz także przez chrześcijan przeciwko chrześcijanom. Co więcej, w opinii Stanisława monarcha chrześcijański w wojnie sprawiedliwej może posiłkować się przeciwko innym chrześcijanom (zakonowi) wojskami pogańskimi (litewskimi). Warto w odniesieniu do tego punku wskazać na to, iż wedle Stanisława władca pogański z samego tylko faktu bycia poganinem nie zasługuje na to, iżby mógł być pozbawiony władzy przez władcę chrześcijańskiego; istnienie państwa pogańskiego winno być uszanowane, nie powinno być pretekstem do wszczynania przeciwko niemu wojny. Według Stanisława nie wolno papieżowi czy wiernym zabierać niewiernym państw czy władzy, ponieważ posiadają je bez grzechu i prawnie.[4] Stąd też poganie walcząc przeciwko chrześcijańskiemu agresorowi prowadzą wojnę sprawiedliwą.  Po siódme – wojnę sprawiedliwą można wszcząć bez upoważnienia – jak pisał Stanisław – jest bowiem prawem przyrodzonym, aby każdy zachowywał siebie przy życiu, a siłę lub gwałt jak może odciskał i przeciwdziałał im.[5] 

Paweł Włodkowic (1370-1435) zdecydowanie wystąpił przeciwko tezie, wedle której ludy pogańskie nie są w stanie wytworzyć państwowości, a każda władza spoczywająca w ręku poganina nie jest władzą legalną.  Pisał – bezbożne i niedorzeczne jest twierdzenie, jakoby niewierni byli dziś zgoła niezdolni do jakiejś władzy, godności, mocy czy władztwa.[6]  W jego opinii w państwach pogańskich, podobnie jak w chrześcijańskich, władza nad ludźmi oraz nad własnością ziemską sprawowana jest najczęściej bez grzechu, bowiem Bóg stwarzając człowieka oddał mu we władanie to, co stworzył – bez różnicy dla człowieka, którego ukształtował na obraz Swój, stąd wszystko poddał pod stopy jego...[7] Z samego faktu istnienia społeczności pogańskiej nie wynika grzeszność istniejącej w niej władzy i własności.

Istotnym w tej mierze było pytanie oraz próba odpowiedzi na nie: czy monarchowie powinni podlegać cesarzowi?  Włodkowic zaznacza, iż opinie dotyczące odpowiedzi na takie pytanie wśród uczonych są sprzeczne. Odwołując się do Arystotelesa i Williama z Ockham wskazał że monarchia, będąc najlepszym ustrojem, skłania nas ku zaakceptowaniu jednego władcy nad całym światem chrześcijańskim. Włodkowic zauważa jednak, iż w niektórych wypadkach lepiej jest, aby porzuciwszy ten najlepszy ustrój, jako taki, którego nie można mieć, różne prowincje podlegały różnym monarchom.[8] Za Williamem z Ockham Włodkowic przyjmował, iż w następstwie grzechów ludzkich powstało wiele królestw. Skoro zatem nie ma jednego królestwa w sensie materialnym zawieszeniu (czasowemu, a nie bezwzględnemu) ulega również jego istnienie w sensie prawnym. Dzięki takiemu ujęciu Włodkowic wzmacniał pozycję króla polskiego, którego władza jest władzą niezależną wobec cesarza, z drugiej zaś odbierał prawomocność starań cesarza Zygmunta Luksemburskiego, polegających na wspieraniu państwa zakonu krzyżackiego, doprowadzenia do takiej sytuacji, w której władca polski uznałby zwierzchność cesarską. Cesarz będąc arbitrem rozsądzającym spór, bynajmniej nie stawał się tym, który mógłby narzucić swą władzę królowi Władysławowi. Co więcej, na mocy tegoż samego argumentu Włodkowic pisze, że cesarz nie może „godziwie” wszczynać działań wojennych przeciw komukolwiek, w tym również przeciwko władcom niechrześcijańskim – teraz na mocy prawa ani godziwie wszczynać wojny przeciw niewiernym celem doprowadzenia ich do posłuszeństwa.[9]

            Refleksja Pawła Włodkowica, dotycząca sfery władzy była nierozerwalnie związana z teorią wojny sprawiedliwej. Włodkowic, nawiązując do koncepcji głoszonej przez jego poprzednika Stanisława ze Skarbimierza, teorię tę rozwinął traktując ją jako fundament, na którym wsparł obronę racji Królestwa polskiego na soborze w Konstancji.

            Dla Włodkowica wojna sprawiedliwa to wojna spełniająca następujące pięć warunków: osoba, przedmiot, przyczyna, duch i upoważnienie. Osoba – wojnę sprawiedliwą mogą toczyć tylko ci, którzy są do tego niejako powołani, a którzy są osobami świeckimi. Włodkowic wskazując na tenże wymóg wskazywał na zakon krzyżacki nazywając go „heretycką sektą”.  Przedmiot – przedmiotem wojny mogła być walka mająca za swój przedmiot bądź to odzyskanie utraconej własności (a nie prawa do tejże) lub też podjęcie działań wojennych zmierzających do obrony ojczyzny. Przyczyna  - wedle Włodkowica winna ona wynikać niejako z konieczności; walczymy w następstwie agresji, zostaliśmy niejako przymuszeni do podjęcia działań przez agresora. Przyczyną jest agresja, przyczyną jest także dążenie do pokoju. Wojna sprawiedliwa to wojna, u podłoża której leży zaprowadzenie ładu pokojowego – odzyskanie tego, co prawnie przysługiwało królestwu i jego poddanym. Duch – jak zauważał Włodkowic wojować nie jest grzechem, lecz grzechem jest wojować dla łupu oraz z nienawiści. Póki zatem chciwość i nienawiść nie są czynnikami sprawczymi wśród rycerstwa, dopóty można uznać że walczy zgodnie z duchem właściwym dla wojny sprawiedliwej. Upoważnienie – wojnę można wszcząć za zgodą papieża jeśli rzecz dotyczy kwestii wiary, bądź z upoważnienie władcy świeckiego jeśli działania te wynikały z porządku materialnego.[10]

            Jak się wydaje, pięć warunków wojny sprawiedliwej wskazanych przez Włodkowica zyskiwało na oryginalności poprzez przyjęcie przez krakowskiego dyplomatę założeń wykluczających możliwość uznania wojny toczonej przez zakon krzyżacki jako wojny prowadzonej z upoważnienia papiestwa, wojny prowadzonej dla obrony wiary. Dla Pawła Włodkowica, jak wcześniej wspomniano, papież posiadał zwierzchność z woli Chrystusa nie tylko nad chrześcijanami ale i poganami, stąd też ci ostatni podlegali jego opiece w sytuacji, gdyby podejmowano przeciwko nim nieuzasadnione (niesprawiedliwe) działania wojenne. Sam fakt bycia poganinem nie powinien był generować agresji ze strony cesarza czy też króla. Jedyną sytuacją czyniącą prawomocnym karanie pogan to sytuacja, w której naruszaliby oni prawo naturalne. Podobną zasadę postępowania zalecał Włodkowic wobec Żydów. Nie powinni książęta chrześcijańscy żydów i innych niewiernych wypędzać ze swoich państw, ani łupić, jeżeli nie ma słusznej przyczyny. (...). prawa nie pozwalają, aby ich molestować, gdy chcą żyć spokojnie.[11] 

Wojna toczona w imię religii, która zyskuje miano sprawiedliwej to wojna, która wszczęta z upoważnienia papieża toczona była tak jak wyprawy krzyżowe, w imię odzyskania Ziemi Świętej uświęconej narodzeniem, mieszkaniem i śmiercią  Jezusa Chrystusa, a w której jednak nie jest czczony Chrystus lecz Mahomet.[12]   Zwróćmy uwagę, dla Włodkowica argumentem jest sytuacja, w której utracona została ziemia „uświęcona” , ziemia na której nie jest czczony Jezus Chrystus. Warto zestawić to stanowisko z opinią odnoszącą się do stanu panującego w państwie pogańskim, w którym prawa chrześcijan nie są respektowane. Otóż według Włodkowica papież może takiegoż pogańskiego władcę pozbawić panowania i orzecznictwa nad chrześcijanami.[13] Dla Włodkowica zasada tolerancji miała być wiążącą nie tylko chrześcijan w ich postępowaniu wobec pogan i Żydów, Włodkowic domagał się również  tolerancji pogan wobec chrześcijan. Władca pogański mógł tkwić w błędzie jeśli chodzi o wiarę  i zachować władzę tylko wtedy, gdy zezwalał na to, aby na terenie jego państwa misjonarze mogli swobodnie prowadzić swą „pokojową” misję chrystianizacyjną. Nie należy jednak karać za niewierność, jeśli chodzi o tych, którzy nigdy wiary nie przyjęli.[14]

Problematyka wojny zajmowała wiele miejsca w rozprawach arianina Samuela Przypkowskiego (1592 – 1670), który wbrew dominującej ortodoksji ariańskiej opowiadał się nie tylko za uznaniem instytucji państwa ale również za obowiązkiem użycia przez państwa siły wobec agresorów zewnętrznych. Co więcej, Przypkowski uznał, że obowiązkiem każdego człowieka jest podjąć wszelkie, niezbędne działania dla obrony wspólnoty do której należy. Dla Przypkowskiego wielkim błędem jest dążenie do tego, aby znieść jakąkolwiek różnicę w traktowaniu przyjaciela, współobywatela i agresora. Nakaz miłości płynący z nauki Chrystusa aż tak daleko nie sięgał. Owszem, ten sam nakaz miłości obligował nas do tego, aby osoby bliskie – członków rodziny ale i wspólnoty państwowej ochronić przed cierpieniem i śmiercią z ręki wojsk nieprzyjacielskich. Przypkowski docierał w ten sposób do konkluzji, wedle której w takiej samej mierze istnienie państwa jak i toczenie przez państwa wojen wynikało z prawa naturalnego. Warto dodać, że nie każda wojna według Przypkowskiego była wojną, w której chrześcijanin powinien był wziąć udział. Przypkowski w tym względzie, podobnie jak Grocjusz, sięgał tak naprawdę do klasycznej definicji wojny sprawiedliwej wskazując, że uzasadniona wojna to wojna obronna, to wojna prowadzona bez uczucia nienawiści i chęci zemsty; to wojna, dla której obce jest okrucieństwo i chęć realizacji lekkomyślnych ambicji.[15]  Przypkowski, podobnie jak Grocjusz, uważał, iż ład międzynarodowy powinien wspierać się na zasadach zawierających w ius gentium. O ile jednak dla Stanisława ze Skarbimierza, Włodkowica czy też przedstawicieli republikanizmu polskiego ius gentium miało znaczenie właściwe dla św Tomasza, to o tyle dla Przypkowskiego i Grocjusza ius gentium było tym rodzajem prawa, które stawało się regulatorem stosunków pomiędzy narodami. Ius gentium stawało się systemem normatywnym wspólnym wszystkim narodom – powstawały tym samym podstawy umożliwiające zawarcie umowy pomiędzy wolnymi stronami tj. wolnymi państwami. Tak jak umowa pomiędzy obywatelami, tak i umowa pomiędzy państwami miała wspierać się na zasadzie pacta sunt servanda.

 

 II. Sarmacja i sarmatyzm.

Obok rozważań traktujących o relacjach pomiędzy państwami jako podmiotami równoprawnymi, wraz ze wzrostem potęgi państwowej państwa Jagiellonów  coraz częściej w polskiej myśli politycznej zaczęły pojawiać się idee budujące i wzmacniające u obywateli tegoż państwa poczucie dumy. Rozważając istniejący ład międzynarodowy Polacy spoglądali nań nie tylko z perspektywy instytucjonalnej, ale przede wszystkim z perspektywy „narodowej”. Wiek szesnasty przyniósł klęskę koncepcji uniwersalizmu religijnego, kulturalnego. Stworzył tym samym „podstawy” pod wykształcenie się państw narodowych.  Europa tym samym wkraczała w epokę wojen i konfliktów o charakterze religijnym i narodowym. Polska myśl polityczna stworzyła wizję ukazującą Europę chronioną przed zalewem pogaństwa  przez waleczny lud Sarmatów, którzy ze swego państwa uczynili „przedmurze chrześcijaństwa”.

Określenie antemurale christianitatis padło po raz pierwszy około połowy wieku XV. Pojawiło się ono w debacie pomiędzy Polską a Rzymem jako argument na rzecz zwolnienia Królestwa ze świadczeń na rzecz walki z zagrożeniem tureckim. Jednak dopiero w wieku XVII po zwycięstwie nad Turkami pod Chocimiem w roku 1621 papież Grzegorz XV uznał Polaków za godnych tego, aby ich cała społeczność chrześcijańska mianowała oswobodzicielami świata i pogromcami najsroższych nieprzyjaciół.[16] Jednak na szczególną rolę poddanych władców polskich wskazywał już Wincenty Kadłubek. W drugiej połowie wieku XV do mistrza Wincentego nawiązał Jan Ostroróg (ur. ok. 1436 – zm. 1501), który ukazywał Europę chronioną przez Królestwo Polskie. Owo zagrożenia u Ostroroga przybrało postać turecką, antychrześcijańską.[17] Natomiast autorem, który ze swymi poglądami daleko wykroczył poza ramy polskie, był Maciej Miechowita.

            To właśnie za sprawą jego pisarstwa dokonał się w Europie przełom, bowiem traktat którego był autorem, pt.: Opis Sarmacji azjatyckiej i europejskiej, stał się dla Europejczyków zasadniczym źródłem wiedzy o ładzie europejskim, zwłaszcza tym panującym w Europie Wschodniej, która dla większości mieszkańców Europy (nawet tych wykształconych) stanowiła ziemię całkowicie nieznaną. Do czasów Miechowity główną skarbnicą wiedzy były kroniki rzymskie.

Zasługi Polaków w opisie Wschodu szły jednak o wiele dalej. Pisarz występujący pod pseudonimem Michalon Litwin (był nim prawdopodobnie Wencław Mikołajewicz), był autorem pracy tłumaczonej na wiele języków europejskich pod tytułem: O obyczajach Tatarów, Litwinów i Moskali. Jeszcze większą popularność zyskała sobie dzieło Włocha w służbie polskiej Aleksandra Gwagnina pod tytułem Opis Sarmacji i Europy. Dzieło to było wedle Jana Strykowskiego plagiatem jego pracy. 

            Marcin Kromer (1512-1589) jako historyk i polityk (poseł - dyplomata) wprost wskazał na rolę prezentowania historii narodu dla jego teraźniejszości i przyszłości. Jak zauważał, wielkie narody, nawet jeśli ich pochodzenie ginie w mrokach historii lub też nie mogło być powodem do dumy, były przesłaniane „zmyślonymi historiami”.[18]

Kromer, śledząc historię Polaków, wskazywał na korzenie tegoż narodu, lokując je w Sarmacji, to stamtąd, jak pisał krakowski historyk wywędrowaliśmy, aby osiedlić się na terenach wzdłuż rzeki Wisły. Ziemie te przed przybyciem Sarmatów zajmowali Wandalowie i Wenedowie. Polaków i Czechów Kromer zaliczał do Słowian, którzy wedle niego byli narodem Sarmatckim.[19] Jak pisał: Słowacy i Wenedowie dawnymi są Sarmatami, albo jak Grek mówi Sauromatami: którzy po rozproszeniu narodów od zakładania wieże babilońskiej, po potopie wszystkiego świata te kraje osiedli; nie od Twiszkona lecz od Asarmaty, albo Sarmaty, którego Mojżesz  i Józef, żydowscy pisarze, synem Istrowym albo Jektanowym, wnukiem zaś Semowym, a prawnukiem Noego bydź powiadają.[20] Pisząc te słowa był przekonany co trafności swego poglądu w przeciwieństwie do innych historyków kreujących korzenie swych ludów.

            Starotestamentowe korzenie narodu były nader istotne – jeśli odwołać się do Turcyków Orzechowskiego to dostrzec można próbę ośmielenia Polaków do walki z Turczynem, który był podłego pochodzenia, bowiem Pismo święte  w ogóle o nim nie wspominało. Argument korzeni był zatem argumentem kierowanym przede wszystkim do wewnątrz, miał się przyczynić do wzbudzenie „pozytywnego” myślenia.

            Jeszcze dalej niż Kromer i Orzechowski szedł Wojciech Dembołęcki (ok.1585-ok.1647), który będąc przedstawicielem sarmatyzmu w wieku XVII, dodajmy wieku wojen (w tym wojny trzydziestoletnie), postąpił o krok dalej niźli pisarze sarmaccy wieku XVI. Dembołecki pisał: …przodkowie nasi żadnej potrzeby nie mieli cokolwiek zmyślać, będąc pełnymi wszelkiej chluby: tak starożytności rodzaju od Scyta lubo Seta, syna Jadamowego[21].  Łączenie pochodzenie Polaków-Sarmatów z Setem (bratem Kaina i Abla) miało fundamentalne znaczenie, bowiem sytuowało nas Polaków wśród ludów nie skażonych piętnem Kainowym.  Czyż zatem można było zatem odnaleźć w Europie lud bardziej predestynowany do jej obrony przed zalewem pogańskiej barbarii? Czy inny spośród ludów mógł przywrócić Europie i światu „prawowierną” religię rzymsko-katolicką? 

W planach Polaków Sarmatów mieściło się także przywrócenie katolicyzmowi ludów, które od niego odstąpiły – jak choćby Szwecji. Pod władanie Rzymu należało włączyć terytoria schizmatyckie – jak się wydaje unia brzeska była jednym z najbardziej znamiennych przejawów (nie tylko formalnych) tej właśnie polityki.

            Przełom wieku XV i XVI to okres nasilonej kolonizacji. Dla państw Europy Zachodniej głównym kierunkiem ekspansji były terytoria zamorskie – natomiast dla przedstawicieli polskiej szlachty tym kierunkiem był Wschód. W tym nurcie warto wskazać na pogląd Marcina Paszkowskiego, który w swym Posiłku Bellony Sauromackiej (1608) Rosjan określał mianem  pasierbów Sarmatów, stąd też bezprawnie zajmujących ziemie na wschód od granic Rzeczypospolitej. Z kolei Starowolski zwracał uwagę na to, że Ukraina dla Polaków jest mniej znana niźli Brazylia dla Holendrów. Jeszcze dalej szedł Paweł Palczowski, który w swej Kolędzie moskiewskiej, nawoływał Polaków do podboju Wschodu, odwołując się do tych samych argumentów, które były właściwe dla podbojów kolonialnych – Jeśliś tedy, bracie, utracił, jeśliś dlatego odmiany jakiej w ojczyźnie pragnął, tam do Moskwy jedź, nabędziesz tam majętności i inszych bogactw wiele. (…). A rozrodziliśmy się: tamże jedźmy, będziemy tam mieli kędy rozprzestrzeniać się, a jeszcze na gruntach dziwnie urodzajnych. Nie przyjdzie nam tam do tego tak często, abyśmy dla wielkich niewczasów nazbyt bliskiego sąsiedztwa ustawicznie pozywać i jedne drugiego zabijać mieli.[22]  Palczowski, przez pewien czas więzień moskiewski, w swej broszurze w sposób jednoznaczny prezentował cele wyprawy: naród słaby – marny i niepotężny podbić – ziemię ich wziąć obfitą, hardość ich ukrócić – Wiarę i złe zwyczaje w lepszy rząd obrócić.[23] Dla Palczowskiego dzięki podbojowi Moskwy  - moglibyśmy też potężnością i bogactwy z każdym narodem i królestwem w chrześcijaństwie się porównać.[24]  Wreszcie stwierdzał, że zdobycie Moskwy otwierało dla Polaków drogę do Indii i Persji będących ówcześnie symbolami bogactwa.

Podsumowując - sarmatyzm jeśli spojrzeć nań z perspektywy ładu międzynarodowego generował kilka istotnych postaw. Po pierwsze - Polacy – Sarmaci mają do spełnienia arcyważną rolę polegającą na zatrzymaniu nawały barbarzyńskiej napierającej na Europę z terenów Azji. Sarmatyzm budował i wzmacniał ideę Polski przedmurza chrześcijaństwa. Po drugie – Polacy – Sarmaci mieli nie tylko prawo lecz nawet obowiązek zagospodarować tereny leżące na wschód od swych granic. Po trzecie – Polacy – Sarmaci, dzięki swym cnotom, mogli stworzyć ustrój najdoskonalej chroniący wolność obywatelską – Rzeczypospolitą. Polska stawała się wzorem dla innych nacji.

 

III. Prowidencjalizm

            Podstawowym pytaniem, jakie pojawia się w przy refleksji nad ładem, jest wątpliwość  dotycząca tego, czy aby  bieg dziejów ludów ale i całej ludzkości zmierza w kierunku, który jest zgodny  zamysłami ludzkimi? Odpowiedzi na tak postawione pytanie jest zapewne wiele. My przywołajmy dwie, które wyszły spod pióra pisarzy piszących na ziemiach polskich.

Pierwszym z nich był  Piotr Skarga (1536-1612) autor Kazań sejmowych, gorący orędownik naprawy Rzeczypospolitej w oparciu o Kościół rzymski, nawołujący do przywrócenia jednolitości religijnej. Skarga, kierując swe Kazania do posłów, traktował siebie jako tego, który ma do spełnienia nader istotną funkcję: uświadomić politykom konsekwencje ich minionych, ale przede wszystkim przyszłych czynów. Skarga objaśniał - wszystkie królestwa, które upadały takie posłańce Boże i kaznodzieje miały, którzy im wymiatali na oczy grzechy ich i upadek oznajmiali.[25]  Nie oznaczało to bynajmniej nieuchronności klęski i upadku Rzeczypospolitej, wszystko spoczywało w rękach Polaków. W zakończeniu ósmego kazania Skarga wskazuje trzy możliwe scenariusze. Niestety, drugi i to wcale nie ten najbardziej drastyczny z nich, spełnił się –  Drugie są pogrożenia Pańskie, które się nie iszczą rychło, ale aż na potomstwie synach grzeszących i ojców złych naśladujących. Takie było o potopie, które się ziściło, aż sto i dwadzieścia lat. I ono o Babilońskiej niewolej, o które prosił tenże Ezechijasz  Pana Boga, aby ono złupienie domu królewskiego i pobranie w niewolę synów jego nie przychodziło za czasów i dni jego... .[26]  Podkreślmy - Skarga spoglądając na Rzeczypospolitą nie przesądzał jej losów, bo te uzależnione były bezpośrednio od obywateli posiadających wolną wolę.  To oni, kierując się mądrością bożą, postępując wedle prawa bożego mogli się cieszyć dobrą, a nawet złotą wolnością. I odwrotnie, wspierając się na mądrości bydlęcej, odrzucając porządek prawny, oddając się wolności diabelskiej musieli ściągnąć na siebie karę bożą – upadek państwa.

Jeśli zatem odnieść perspektywę Skargi do ładu międzynarodowego musimy uznać istnienie czynnika nader istotnego dla jego funkcjonowania – Boga jako sędziego i strażnika -karzącego i nagradzającego. Dzięki któremu tak porządek wewnętrzny jak i ład zewnętrzny (międzynarodowy) nabierał wymiaru moralnego.

Z odmienną perspektywą mieliśmy do czynienia w refleksji ariańskiej. Dla arian polskich w ich nurcie radykalnym państwo wiązało człowieka z tym, co materialne, czyniło go niewolnikiem tego świata, niewolnikiem grzechu. Jan Ludwik Wolzogen pisał – nie mamy tutaj trwałego państwa, ale przyszłego czekamy.[27] Takie stanowisko było nad wyraz radykalne – podkreślmy nawet w Rzeczypospolitej. W innych państwach ówczesnej Europy taki pogląd spotykał się  natychmiastowym działaniem ze strony władz państwa i to działaniami nad wyraz brutalnymi. Karanie wszystkich tych, którzy występowali przeciwko instytucji państwa było właściwe w takiej samej mierze dla państw katolickich jak i protestanckich.  Arianie polscy oczekiwali nadejścia kresu „tego” świata i czynili to podobnie jak niegdyś huteryci  oczekujący na inwazję ze strony Turcji; wojny, która miała doprowadzić do upadku cywilizacji zachodniej i tym samym przyspieszyć nadejście Królestwa Bożego. Wolzogen był zatem zwolennikiem koncepcji prowidencjalistycznej. Podobnie jak św. Augustyn traktował władzę tyrana (państwo), czy najazd pogan na świat chrześcijański jako rodzaj karzącego bicza bożego. W czasach pogromu i klęski prawowierni chrześcijanie mogli wedle Wolzogena liczyć na opiekę; jak pisał – Bóg sprawia, że bardzo często synowie jego nie doznają kar. Potrafi bowiem wybawić pobożnych z doświadczeń, jak Lota z zawisłej nad Sodomą zagłady.[28]  Z tego punku rozważań Wolzogena wypływały nader istotne wnioski. Po pierwsze, zagłada i śmierć nie musi dotyczyć prawowiernych; po drugie, warunkiem owego przetrwania jest fakt bycia wiernym Kościoła, a zatem fakt bycia poddanym i obywatelem nie daje żadnych gwarancji bezpieczeństwa, uniknięcia śmierci; po trzecie – związek z innymi zamieszkującymi terytorium państwa nie będących wiernymi Kościoła jest związkiem narzuconym w sposób sztuczny przez państwo; po czwarte – śmierć tych innych, ale i współbraci znajduje swe pełne uzasadnienie w woli Boga; po piąte –  największym głupstwem byłoby podjęcie przez chrześcijanina działań polegających na próbie przeciwstawienia się temu, co i tak się dokona – chrześcijanin gotowy na cierpienie, poddając się kornie woli Boga nie powinien przeciwko tej woli występować chwytając za broń, próbują bronić tego co na obronę nie zasługuje. Ludzkość zmierza ku celowi ostatecznemu naznaczonemu  przez Boga, człowiek w ujęciu Wolzogena miał jedynie podporządkować się Opatrzności.

Dwa systemy - Skargi i Wolzogena - pokazują jak istotne, ale różnorodne interpretacje może przybierać prowidencjalizm. Nurt Skargowski odżyje w wieku XIX w debacie na temat przyczyn upadku Rzeczypospolitej i zaprowadzenia nowego porozbiorowego ładu międzynarodowego, zaś ślady nurtu ariańskiego, wskazującego na nieuchronność przemian  i ograniczoną możliwość wpływania człowieka na ład zewnętrzny odnajdziemy w nurcie refleksji głoszącej skrajny lojalizm wobec zwycięzców.

 

IV. Równowaga europejska

Wreszcie nurt czwarty, dla którego charakterystycznym było spojrzenie na relacje pomiędzy skonfliktowanym państwami europejskimi z jednoczesnym ukazaniem przyszłości, ukazującej „zjednoczoną” Europę, w której wreszcie zapanuje pokój. Pogląd taki reprezentował Stanisław Bogusław Leszczyński (1677-1766) oraz Stanisław Staszic (1755-1826).

S.B.Leszczyński wiodący przez wiele lat walkę polityczną o tron Rzeczypospolitej, walkę która przybierała postać konfliktu zbrojnego i to wymiarze międzynarodowym – z natury rzeczy stał się wizjonerem dostrzegającym możność zaprowadzenia w Europie nowego ładu – ładu gwarantującego pokój, ładu wspierającego się na równowadze. Leszczyński w Memoriale o utrwaleniu pokoju powszechnego nie głosił bynajmniej koncepcji powołania do istnienia jednolitego tworu państwowego – jak pisał – czystą chimerą jest więc owa Rzeczypospolita Chrześcijańska, która miałaby połączyć w jedną wspólnotę wszystkie przeciwne interesy narodów i powstrzymać każdy z nich w granicach sprawiedliwych.[29] Nadzieją na przyszłość była dla Leszczyńskiego idea ustroju republikańskiego, która w tamtym czasie zagościła w wielu państwach europejskich. Ustrój republiki dla króla polskiego i księcia lotaryńskiego wyrażał się w koncepcji ustroju mieszanego, a więc takiego, w którym władza monarchy (króla, księcia, naczelnika) równoważona była przez demokrację (izba poselska, izba niższa pochodząca z wyborów) oraz arystokrację (senat, izba wyższa pochodząca z nominacji królewskiej, lub z tytułu primo genitury). Cechą państw republikańskich było to, że nie były naznaczone duchem zaborczym; one jedynie czuwały – jak pisał Leszczyński – aby zachować swój stan posiadania oraz utrzymać swoją formę rządu, a zwłaszcza pewne używanie swej wolności.[30] Lista państw republikańskich nie była wcale mała – Anglia, Holandia, Szwecja, Polska, Wenecja, Szwajcaria, Genua – oto państwa, które miały stać się fundamentem umowy o powołaniu „związku” państw rezygnujących ze stosowania siły. Ów związek, wspierający się na przymierzu (umowie) za swój główny cel miało uważać – czuwać w dobrej wierze nad tym, co mogłoby wywołać swary pomiędzy panującymi, (…), aby wszelkie zatargi rozstrzygać pokojowo, a w razie upartego trwania przy niesłusznych pretensjach, użyczyć pomocy temu, którego uznałoby za uciśnionego i znajdującego się w niebezpieczeństwie niemożności obrony.[31]  Na czele tak powołanego związku miał stanąć król Francji Ludwik XV, uznawany przez Leszczyńskiego za władcę, który dał Europie pokój, który kierował się w swej polityce dobrem ogółu, który jako jedyny mógł zagwarantować zaprowadzenie pokoju powszechnego. Leszczyński, nie wchodząc w szczegóły prawne i organizacyjne wskazywał na to, że kierownictwo Ludwika XV nad  „związkiem” miało przyczynić się wprost do jego umocnienia.[32] Zachowanie równowagi w Europie miało być osiągnięte nie jak dotychczas przez prowadzenie wojny, lecz przez wzajemne w ramach „związku” hamowanie i powstrzymywanie.

O ile pojęcie równowagi europejskiej dla Leszczyńskiego było kategorią owszem, ważną, o tyle dla Stanisław Staszica było pojęciem o znaczeniu fundamentalnym. Jak zauważał – …w stosunkach politycznych krajów Europy nic w równowadze stałego  nie ma i nie było. Ta często mniemana równowaga polityczna bywała jedynie namiętności dziełem: chwiała się, mieniła, nikła i wszczynała równie jak tych żądze i szczęście, których ręce krajów wagę trzymały.[33] Jak pisał Staszic Polska przez wiele lata trwała w równowadze, współtworzyła równowagę europejską będąc przedmurzem Europy przeciw najazdom Azji.