Prof. Włodzimierz Bernacki O naprawę rzeczypospolitej

Włodzimierz Bernacki
politolog, Uniwersytet Jagielloński

Dziękuję za tak ogromny kredyt zaufania, jakim obdarzyliście mnie Państwo podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Chcę być z Państwem w stałym kontakcie, dlatego proszę śmiało pisać i dzwonić do moich biur poselskich, abym mógł podejmować interwencje.

Newsletter:

Dopisz się do newslettera

Od Prawa do praw...

12-12-2013

  Od Prawa  do praw...

            Proces przemian dokonujących się w sferze kulturowej (dobra i prawdy) znalazły swe zwieńczenie  w powolnym dziele przekształcania systemu norm prawnych. Idee, zawierające się w nowoczesnych systemach filozoficznych oraz ideologiach, musiały w końcu przeniknąć do prawa, bo tylko dzięki temu rozbudzone aspiracje społeczne mogły uzyskać gwarancje ze strony państwa. Jak zauważyła H.Arendt, jeszcze w XVIII wieku, w przededniu rewolucji francuskiej, wśród mas powszechnym przekonaniem było uznawanie systemu prawnego za wyraz tradycji. Normy, zwłaszcza te dotyczące życia codziennego, wywodzone były z zamierzchłej przeszłości, co dawało najpełniejszą rękojmię pewności i niewzruszalności istniejącego porządku rzeczy. Powołując się w tym względzie na Monteskiusza, Arendt podkreślała rangę zależności pomiędzy obyczajami (mores), a ogólnym stanem moralnym społeczeństwa. Na podstawie tej zależności można wyrokować o kondycji państwa i prawa, bowiem nad wyraz złudnym jest ją oceniać wnioskując wyłącznie na szczegółowych rozwiązań prawnych. Czymże był nakaz golenia bród w Rosji Piotra I, jeśli nie prawniczą mrzonką, traktowaną przez bojarów jako sprzeczną z tradycją i naruszającą wolność? Obyczaje kształtują moralność każdej cywilizacji, prawo będące pod presją obyczaju może się doń bądź dostosować, bądź być jego zaprzeczeniem.

            Arendt nawiązując do wieku XVIII dokonuje bardzo ważnej dystynkcji. Stan obyczajów sprzed rewolucji francuskiej był tworem społeczeństwa przedindustrialnego, tkwiącego ciągle jeszcze w modelu tradycyjnym. Rewolucja przemysłowa była z pewnością największą rewolucją, jakiej doświadczyła ludzkość w tak krótkim czasie; w ciągu kilku dziesięcioleci zmieniła cały nasz świat gruntowniej niż poprzednie trzy tysiąclecia zapisanej historii. [96] W jej wyniku dokonała się rewolucja wtórna wobec niej – rewolucja obyczajowa. Społeczeństwo choć nadal jeszcze zdolne do rozumienia i do wydania sądu, nie mogło już uzasadnić swoich kategorii rozumowania ani norm sądzenia, bowiem pozbawione zostało (pozbawiło się) fundamentów, na których mogło je wesprzeć. [97]

            Podkreślając trafność poglądów Monteskiusza na wzajemną relację pomiędzy obyczajem, moralnością a prawem, Arendt wskazuje na  celną uwagę francuskiego filozofa, dotyczącą natury człowieka: człowiek, ta gibka istota, poddająca się w społeczności myślom i wpływom cudzym, zarówno zdolny jest poznać własną naturę, kiedy mu ją ktoś ułoży, jak i stracić jej poczucie, kiedy mu się ją ukrywa. [98]

Rewolucja francuska, w przeciwieństwie do ukazów Piotra I, skuteczniej oddziałała na mentalność społeczną i to nie tylko Francuzów lecz także całej Europy. Człowiekowi przełomu XVIII i XIX  wieku udało się w pełni uniezależnić spod dyktatu historii, zrywając tym samym swe związki z dorobkiem kulturowym wieków poprzednich. Jak pisała Arendt „ludzkość”, której I.Kant przypisywał rolę „idei regulatywnej” na przełomie wieków, dawno już wykroczyła ze swej roli poza ten postulat.[99] Stała się realnym faktem. Ludzkość, uniezależniona od historii, wyzwolona w wieku XX spod panowania przyrody, zajęła ich miejsce, od tego momentu prawo przynależności każdej jednostki do ludzkości powinno być zagwarantowane przez samą ludzkość. [100]

            W najszerszym ujęciu rolę podmiotu kultury i cywilizacji zajęła ludzkość natomiast w ujęciu politycznej praxis,  funkcję tę objęły wspólnoty państwowe. W tej dziedzinie znamienną rolę odegrały dwie rewolucje: francuska, a zwłaszcza bolszewicka. Według H.Arendt: wobec kryzysu dotychczasowej obyczajowości ...rewolucje miały za zadanie ustanowić nowy autorytet – nie wspomagany przez obyczaj, precedens i nimb odwieczności – tedy z niezwykłą dobitnością musiały uwypuklić ów dawny problem: nie prawa i władzy jako takich, lecz źródła prawa ( z którego mogłyby czerpać legalność prawa pozytywne, stanowione) oraz źródła władzy (mogącego uprawomocnić faktycznie istniejące władze).[101]

            Arendt, mimo swych lewicowych korzeni (w przeszłości była działaczką partii komunistycznej), zmuszona była uznać pod presją faktów zasadność zarzutów E.Burke, postawionych wobec idei praw przyrodzonych, głoszonych przez rewolucjonistów francuskich - że prawa człowieka są „abstrakcją”, że o wiele mądrzej jest polegać na „wieczystym dziedziczeniu” praw...[102]       

W podobnym duchu rzecz ujmował Albert Camus. Opisując proces odchodzenia w wieku XVIII od fundamentalnych zasad rządzących dotychczasowym społeczeństwem zauważał, że - nie tak łatwo wszakże zostać bogiem, bo to z całą pewnością nie udało się nawet jakobinom, mimo ich nad wyraz aktywnej (agresywnej) działalności. Dopiero wydarzenia polityczne XIX  wieku, mające silne oparcie w filozofii pozytywistycznej, pozwolą na prawie całkowite wyparcie ze świata politycznego zasady boskiej. Na miejsce monarchii, pojmowanej na sposób właściwy dla ancien regime’u, pojawiły się wraz z zakończeniem I wojny światowej państwa narodowe. Dopiero w tym momencie społeczeństwa europejskie mogły, jak pisał Camus, sięgnąć po owoce rewolucji francuskiej. W państwach zachodu poczęło dominować prawo, odżegnujące się od treści prawa wyższego (boskiego) nawet w jego minimalnym rozumieniu jako przykazań bożych. Fundamentem nowoczesnego prawa stała się wola większości rozumiana jako wyraz woli powszechnej. [103]

Dla Camus’a był to moment ważny i przełomowy, ponieważ jak pisał:  jeśli wielkie zasady nie mają podstaw, jeśli prawo wyraża jedynie tendencje chwili, można równie dobrze je uchylać jak narzucać. Sade albo dyktatura, terroryzm indywidualny albo terroryzm państwa, oba bez uzasadnień, oto alternatywy XX wieku, odkąd bunt odcina się od swoich korzeni i porzuca każdą moralność konkretną.[104]

W okresie międzywojennym dominującym modelem ustroju prawa w Europie było państwo prawne. W  literaturze  przedmiotu pojawiają się różne opinie co do ustalenia osoby, która po raz pierwszy użyła pojęcia państwa prawnego. Nie ma  natomiast  takiej  rozbieżności, jeśli  chodzi o pierwszego, który   w  sposób  pełny  przedstawił  model  państwa  prawnego. Człowiekiem  tym  był  niemiecki naukowiec, publicysta i polityk, Robert  von Mohl. Definiował on państwo prawne poprzez jego cele: po  pierwsze  -  państwo  winno  gwarantować utrzymanie porządku prawnego  (państwo winno być państwem praworządnym) jako wartości samej w sobie - jest to warunek podstawowy i zasadniczy; po   drugie  -  wspieranie  przez  państwo  tylko  tych  działań jednostek  czy  grup  społecznych, które są uzasadnione z punktu widzenia  obywateli; po  trzecie  -  państwo powinno mieć charakter świecki. R. von Mohl definiował państwo prawne jako państwo,  w  którym  obywatel  podlegać  może  zmianom i ustaleniom swego stosunku prawnego nie poprzez samowolne rozkazy wyższej  ludzkiej  lub  metafizycznej  władzy,  lecz tylko przez powszechne,  obowiązujące wszystkich w równej mierze prawa.[105] Dla Mohla   punktem  wyjścia  wszelkich  rozważań  o  państwie  jest jednostka.  Człowiek  samodzielnie   decyduje   o  celu  swego istnienia,  nikt  nie  ma  prawa  arbitralnie narzucić mu celów, które  nie  zostaną  przez  niego zaaprobowane. Nie można zmusić jednostki  do  uznania  państwowej ideologii, bez względu na to, czy  ideologia ta będzie miała charakter świecki, czy religijny. Człowiek  sam ustala nie tylko priorytety swego działania, ale i również  metody.  Tymi, którzy w największym stopniu zobowiązani są  do  współpracy  i  ewentualnej  pomocy,  są  członkowie jego rodziny,  a  w  dalszej  kolejności grupa społeczna, której jest członkiem.  Rola  państwa sprowadza się jedynie do interwencji i wspomagania  jednostki  -  ale  tylko  wtedy,  gdy  wyrazi  taką wolę.

Rewolucja komunistyczna z jednej, a nazizm z drugiej strony udowodniły, jak bardzo mylił się Mohl. Sam fakt stworzenia prawa pozytywnego,  gwarantującego  jednostce wolność negatywną okazał się  niewystarczający. Podobnie nieuzasadniona okazała się wiara Mohla  w  etyczność  polityków.  Wiek  XX  zażądał  od liberałów bardziej realnych gwarancji dla funkcjonowania państwa prawnego. Właśnie  w wieku XX większość państw prawa opartych na doktrynie liberalnej przekształciło się w państwa prawa - faszystowskiego, nazistowskiego, czy socjalistycznego.

            Jednym z autorów, który bardzo wcześnie dostrzegł zagrożenia wynikające z „mody” na pozytywizm prawniczy był krakowski historyk Feliks Koneczny. W swych rozważaniach wyszedł od odrzucenia tezy H.Kelsena nie dopuszczającej możliwości łączenia w jednej płaszczyźnie rozważań nad prawem z refleksją moralno-etyczną.[106] Koneczny uważał, że tylko taki zabieg może pozwolić na pełniejszą analizę modelu prawa już istniejącego oraz na dostrzeżenie tych problemów, które z punktu pozytywistów nie są wręcz dostrzegalne. Stąd założenie, jakie poczynił Koneczny, było przeciwne wobec kelsenowskiego; wedle niego prawo musi być rozważane i osądzane ze stanowiska moralności, albowiem winno być służką etyki.[107]

Dla krakowskiego historyka dzieje cywilizacji ludzkiej dostarczyły aż nadto dowodów na potwierdzenie tej tezy. Powołując się na Platon i późniejszych filozofów starał się tym samym wskazać na historyczną powszechność głoszonego przez siebie poglądu. Argumentów poszukiwał także przez dokonaną próbę prześledzenia procesu kształtowania się etyki. W jego opinii rozwój etyki wyprzedzał pod względem historycznym powstanie państwa, i co ważne, wspierał się na zasadzie dobrowolności. Kreacja norm etycznych możliwa jest i w okresie państwowym, lecz tak w pierwszym jak i drugim przypadku w ostatecznym rozrachunku za twórcę etyki należy uznać społeczeństwo. To ono jest również kreatorem prawa zwyczajowego, które wyłania się z etyki, bowiem jak pisał Koneczny: zwyczaj wytwarza się z poczucia etycznego i z zaspokajania potrzeb zgodnych z tym poczuciem. Prawo narzucone jest zarazem naruszeniem zwyczaju. Prawo zwyczajowe jest prawem słusznym. Im późniejsze prawo pisane oddala się od zwyczajowego, tym łatwiej wyradza się w niesłuszności. Prawo pisane niekoniecznie bywa postępem wobec zwyczajowego.[108]

            Owym postępem trudno nazwać dzieło reformacji. Koneczny uznał luteranizm za ten nurt, który odcisnął szczególnie dramatyczne piętno na sposobie uprawiania nauk prawniczych. Powierzenie pełni władzy politycznej i moralno-religijnej jednostce musiało doprowadzić w wiekach późniejszych do kryzysu państwowości. [109]

            Przełom wieku XIX i XX przyniósł  dominację w Europie szkoły prawniczej, którą Koneczny określał mianem apriorycznej, a zatem takiej, która w swych rozważaniach pomija stan rzeczywisty wspólnoty państwowej, abstrahuje od zasad moralno-etycznych, obowiązujących w obrębie danej wspólnoty, a prawo zwyczajowe traktuje jako czynnik niewiele znaczący. Uznanie aprioryzmu prawniczego (pozytywizmu) w konsekwencji wiedzie do uznania za właściwe łamania oporu wszystkich, którzy powstrzymują się przed przyjęciem norm prawa pozytywnego za odpowiednie wyznaczniki swego postępowania, zwłaszcza gdy stoją one w rażącej sprzeczności z etyką i prawem zwyczajowym. Państwo aprioryzmu prawniczego generuje konieczność stałego dozoru, instytucje poczęte z aprioryzmu wymagają nieustannego sztucznego oparcia, podpierania i wspomagania z zewnątrz, a przynoszą zazwyczaj skutki przeciwne zamiarom i oczekiwaniom. Co innego teoria wywodząca się z obserwacji, a co innego doktryna, stanowiąca tylko wyimaginowany wynik logiki dedukcyjnej, gdy założenie nie uległo nawet sprawdzeniu. Wobec tego cóż myśleć o modnym dziś „planowaniu”.[110]

            W kontekście rozważań Konecznego nad aprioryzmem prawniczym należy podkreślić jego zdolność antycypacji: aprioryzm prawny nie obejdzie się bez stosowania przemocy. Dlatego jest niebezpiecznym i antyspołecznym, gdyż z konieczności ucieka się do gwałtów. Chcąc przeprowadzić prawo aprioryczne, trzeba wpierw wprowadzić na pewien czas stan et lex.[111]

            Funkcjonowanie państwa,  wspierającego się na pozytywizmie prawniczym, może okazać się być zjawiskiem trwałym, jednakże wtedy, w wyniku dwoistości systemu wartości – prawnego i moralnego, musi dojść bądź do upadku państwowości ufundowanej na takim prawie, bądź też do upadku obyczaju.[112] Jak się wydaje ten drugi wariant dotyczy w takiej samej mierze wszystkich państw postkomunistycznych.

            Etyka i prawo powinny być ściśle ze sobą związane – oto najczęściej, w różnym brzmieniu, powtarzane przez Konecznego twierdzenie. Niezgodność, sprzeczność może pojawiać się nie tylko w  tak  skrajnych przypadkach jak państwo komunizmu czy nazizmu, zaistnieć ona może także w państwie powszechnie uważanym za demokratyczne i wcale nie jest to dziełem przypadku. W ustroju demokratycznym zjawisko to prowadzi do zafałszowania właściwego sensu pojęć prawnych, jako że te wywodzone ze sfery etycznej ulegają zredefiniowaniu przez państwo, nadające im zupełnie nowy sens i znaczenie. Wedle Konecznego było  to niebezpieczne, bowiem uznawał te pojęcia (prawne)  za podstawowe obok języka, w kształtowaniu więzi społecznej w obrębie wspólnot państwowych (narodowych).[113]

            Według Konecznego stan rzeczy panujący w Europie był, owszem, wynikiem procesów czysto europejskich (reformacja, pozytywizm), jednakże zauważał kolosalny wpływ na społeczeństwa dwudziestowiecznej Europy wartości wywodzących się z kultur obcych. Wśród nich prym wiódł przede wszystkim „wschodni bizantynizm”, którego przejawy można było zaobserwować, jak pisał Koneczny w praktyce prawniczej dwóch ostatnich pokoleń, która nadała zupełnie nowy  ton prawu i prawnikom, a w tym stanie rzeczy formalistyka musiała wybijać się na pierwsze miejsce. Bez przesady zaś można powiedzieć, że przerost formalistyki wygania z prawa moralność.[114] W miarę zagęszczania materii prawnej z natury rzeczy musiało przybyć i sankcji, a te w sposób namacalny musiały spowodować zawężenie sfery swobody, ograniczyć możliwość wyboru pomiędzy nakazem normy prawnej, a ewentualną oceną moralną.

Podobnie tę kwestię ujmował Gustaw Le Bon: niebezpiecznym jest doprowadzenie przez masy do osłabienia struktur państwowych i obronności państwa, zaś w wymiarze wewnętrznym - funkcjonowanie wspólnoty państwowej do omnipotencji państwa poprzez rozrost systemu prawnego, a tym samym do poddania regulacjom prawnym sfery prywatnej każdego obywatela. Wedle Le Bona Społeczeństwa opanowało dziwne złudzenie, że tworzenie coraz to liczniejszych ograniczeń przyczynia się do rozwoju wolności i równości; w imię tego złudzenia narody nakładają na siebie z dnia na dzień coraz silniejsze okowy.[115] Ludzie pozbawieni naturalnej inicjatywy, wyzbyci odpowiedzialności za swe losy, nauczeni chodzić w jarzmie stają się potulnymi automatami, wykonującymi potulnie wszystkie, nawet najbardziej absurdalne decyzje władz państwowych. Państwo staje się wszechmogące i wszechmyślące.[116]  W przeciwieństwie do człowieka stającego się istotą całkowicie ubezwłasnowolnioną.   

Festina lente („spiesz się powoli”) to hasło, które według Konecznego przyświecało twórcom praw jeszcze w wieku XIX. Aby powstała norma prawa pozytywnego, koniecznym było dokonanie jej weryfikacji przez długi proces legislacyjny. XX wiek przyniósł wzrost radykalizmu wszystkich podmiotów stanowiących prawo, który dopełniony został przez wszechobecny pośpiech. Pośpiech wyrażający się w błyskawicznym tempie tworzenia nowych aktów prawa oraz pośpiech w jego zmienianiu. [117] Koneczny określił  to mianem wyścigu  w burzeniu praw. [118]

Obok wymienionych już czynników znamionujących kryzys współczesnego prawodawstwa oraz państwa na nim się wspierającego, Koneczny wskazuje jeszcze jeden, kto wie, czy nie najbardziej fundamentalny. Jak stwierdzał, prawo jego czasów dotarło do szczytów niemoralności, czego przejawem było dokonanie rozdziału pomiędzy etyką a polityką i to nie w tym najczęściej dyskutowanym aspekcie, gdy politycy postępuje wbrew obowiązującym zasadom. Koneczny wskazywał raczej w tym względzie na podwójną miarę stosowaną w osądzie prawnym (moralnym) wobec osób prywatnych i wielkich podmiotów prawa czyli państw. O ile jednak w czasach zamierzchłych immunitet takowy posiadali władcy jednoznacznie osądzani jako despoci i tyrani, o tyle w wieku XX przywilej ten został przypisany państwu posiadającemu znamiona legalnego państwa prawnego. [119]

Jak zauważał Koneczny „filozofia prawa” naucza, że państwo jest wszechmocne, nieomylne, a wyższe ponad wszelką moralność tak dalece, iż moralnym jest wszystko, cokolwiek ono obmyśli i nakaże – więc też nikomu z urzeczonych tą filozofią nie przejdzie przez myśl, jakoby państwo mogło być złodziejem, oszustem, rabusiem. [120]  Dwoistość miary sądzenia jest o tyle zaskakująca, że te same czyny w życiu prywatnym, dokonane przez pojedynczego człowieka nabierają automatycznie charakteru przestępczego i najczęściej ścigane są z urzędu. Wolno więc państwu dokonywać zmiany waluty w taki sposób, żeby obedrzeć obywateli ze znacznej części majątku; wolno redukować oszczędności, poskładane w rozmaitych kasach publicznych; wkroczyć pomiędzy wierzyciela a dłużnika w taki sposób, żeby dłużnik znalazł w prawie pisanym upoważnienie do okradzenia wierzyciela; wolno by nawet skasować całkiem hipoteki; godzi się wydawać ustawy mieszczące w sobie wolne żarty z własności prywatnej; wolno rządowi rzucić hasło do unieważnienia umów, a w pewnych okolicznościach nadawać osobom prawo szafowania cudzą własnością. Słowem: wolno wszystko.[121]

Jak w tym kontekście ulokować pojęcie prawości wprowadzone do etyki i filozofii prawa przez Arystotelesa?  Wszak wedle tej definicji człowiek prawy to ten  kto takie czyny postanawia i takich zwykł dokonywać i kto nie obstaje uparcie przy swoim prawie na niekorzyść drugiego, lecz pozwala się ukrócić, nawet wtedy gdy ma prawo po swojej stronie.[122] O ile pojęcie to zostało przez wspólnoty europejskie zaadoptowane do ich słowników prawno-politycznych, o tyle postawa prawości stała się czymś nad wyraz rzadko występującym. Bo jakże być prawym, gdy wadliwe przepisy prawne bezpośrednio edukują społeczeństwa w jednym kierunku, jak je  wyzyskiwać świadomie na swą korzyść, chociaż z widoczną krzywdą drugiej strony.[123]

            Propozycje rozstrzygnięć formalno prawnych złożone przez Konecznego można określić mianem postulatów państwa prawa. Rozumianego jako państwo, w którym  prawo  posiada  swą  ostateczną  legitymizację  w prawie transcendentnym  wobec  człowieka. Prawie, które jest niezależne od   woli   człowieka,   które  posiada  walor  powszechności  i uniwersalności  tak  w  czasie,  jak  i  w  przestrzeni.  Prawie zewnętrznym,  ponieważ  stworzonym przez akt rozumu i woli Boga. Wskazanie  takie  nie  tylko  wzmacnia autorytet norm prawa, ale również  podkreśla  jego  głęboki  racjonalizm.  Każdy człowiek, nawet  niechrześcijanin, dzięki swemu rozumowi może uczestniczyć w  prawie  wiecznym  poprzez  poznanie  prawa naturalnego. Prawo naturalne  ma charakter obiektywny, wiążący wszystkich i każdego z osobna. W określeniu państwo prawa mieści się idea stoicka, wedle której tylko taka norma zasługuje na miano prawnej, która znajduje swe oparcie w prawie naturalnym.[124]

            Model państwa, do którego Koneczny był tak krytycznie nastawiony, można w tym kontekście nazwać państwem prawnym wyrosłym na gruncie liberalizmu i pozytywizmu prawniczego. Model tego państwa po zakończeniu drugiej wojny światowej uległ pewnej transformacji polegającej na próbie odszukania bardziej fundamentalnych zabezpieczeń chroniących państwo demokratyczne przed staczaniem się w otchłań despotyzmu. Owym gwarantem jest prawo naturalne rozumiane jako prawo będące wytworem kulturowym, prawem o zmiennej treści. Ewentualne zmiany mają jedynie charakter „korekt”, wynikających z konieczności dostosowania norm do zmieniającej się rzeczywistości. Jednakże sam fakt przyjęcia możliwości prowadzenia dyskusji nad „korektami”, stwarza szerokie pole do wprowadzania coraz to oryginalniejszych rozstrzygnięć w sferze prawa pozytywnego, zwłaszcza po przełomie 1968 roku.

PRZYPISY
:
------------------------------------

[96] Hannah Arendt, Rozumienie a polityka, (w) Literatura na Świecie, nr 6(167) 1985 (1953), s.147.

[97] Hannah Arendt, Rozumienie a polityka, (w) Literatura na Świecie, nr 6(167) 1985 (1953), s.147.

[98] Hannah Arendt, Rozumienie a polityka, (w) Literatura na Świecie, nr 6(167) 1985 (1953), s.147-48.

[99] Zob.: W.Buchner, Kant – państwo i prawo, Kraków 1996.

[100] Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 1989 (1951), tom I, s.230.

[101] Hannah Arendt, O rewolucji, Kraków 1991 (1963), s.161.

[102] Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 1989 (1951), tom I, s.231.

[103] Ta zasada triumfuje w 1919, kiedy znikają wszystkie absolutyzmy w Europie. Wszędzie miejsce króla legalnie zajmuje naród. Dopiero teraz mogą się pojawić konsekwencje zasad z 1789. Pierwsi możemy je dziś jasno ocenić. Jakobini usztywnili odwieczne zasady moralne, w miarę jak przekreślali to nawet, co podtrzymywało je dotychczas. Jako głosiciele nowej ewangelii chcieli zbudować braterstwo na abstrakcyjnym prawie Rzymian. Na miejsce przykazań boskich wprowadzili prawo, które miało być uznawane przez wszystkich, skoro było wyrazem woli powszechnej; A.Camus, Człowiek zbuntowany, Kraków 1991, s.127.

[104] A.Camus, Człowiek zbuntowany, Kraków 1991, s.128.

[105] R.Mohl, Encyklopedia umiejętności politycznych, t.1, Warszawa 1864, s.395.

[106] Kelsen rzecz ujmował następująco: Naukę prawa można tylko w tym wypadku uważać za naukę samoistną, o ile jej przedmiot, tj. prawo pozytywne, jest niezależny od jakiegoś innego systemu norm, jak etyka, czy prawo naturalne. To też jednym z głównych zadań czystej teorii prawa jest uzasadnienie takiej samoistności albo suwerenności prawa; cyt. za  Cz.Martyniak, Moc obowiązująca prawa a teoria Kelsena, Lublin 1938, s.12.

[107] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.5.

[108] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.21.

[109] Zasadniczo oddzielił prawo od moralności dopiero Niemiec, Kaspar Schoppe (Scioppius 1576-1649) w dziele Poedia politices, konkludując, że wystarcza, jeżeli polityka nie zachwala czegoś widocznie występnego. Uważano to za maksimum licencji dla państwa aż do wieku XIX, kiedy dopiero wzmógł się prąd generalny ateizmu w polityce i pojawili się teoretycy prawa, rozgrzeszający państwo od tych nawet ograniczeń, jakie nakładał Schoppe; F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.18.

[110] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.30.

[111] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.30.

[112] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.18.

[113] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.36.

[114] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.36.

[115] G.Le Bon, Psychologia tłumu, Warszawa 1986, s.185.

[116] G.Le Bon, Psychologia tłumu, Warszawa 1986, s.185.

[117] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.37.

[118] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.37.

[119] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.53.

[120] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.123.

[121] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.123.

[122] Arystoteles, Etyka Nikomachejska, cyt. za: Władza, wolność, prawo. Wybór tekstów, Kraków 1994, s.62.

[123] F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.33.

[124] Parodia prawa nazywa się także prawem!  Gdybyż prawne bezprawie było czymś rzadkim, czymś wyjątkowym!  Skoro jednak zajmuje ono w dziedzinach prawniczych miejsca dużo, a coraz więcej, skoro są w Europie kraje „w których prawem obowiązującym jest już niemal samo tylko bezprawie”, nasuwają się poważne wątpliwości, czy używanie tego samego terminu dla rzeczy i spraw wręcz sobie przeciwstawnych i wykluczających się wypada tolerować nadal. Utrudnia się przez to należyte wyrażenie myśli, i traci się czas na wyjaśnienia, co w danej chwili rozumiemy za „prawo”; czy ma to być na prawo, czy na lewo? Trzeba raz wreszcie powiedzieć wyraźnie, że uznajemy za prawo tylko to, co zgodne jest ze słusznością, a „prawo” niesłuszne nie jest prawem; F.Koneczny, Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, (w) Państwo i prawo, Kraków 1997, s.6. Z podobnym ujęciem owego problemu spotkać się możemy w encyklice "Pacem in terris" Jan XXIII, który w sposób pośredni  definiuje  państwo  prawa,  cytując  następujące słowa św.Tomasza:  prawo  ludzkie  ma  o tyle moc obowiązującą, o ile jest  zgodne  z  właściwymi  zasadami.  Wobec  tego  jest rzeczą oczywistą,  że powinno się ono wywodzić z prawa wiecznego. O ile więc   odchyla   się  od  tych  właściwych  zasad,  jest  prawem niesłusznym;  nie posiada ono wtedy cech prawa, lecz raczej jest jego pogwałceniem.